Max Nightingale - Morderstwo w fabryce snów

20.08.2026



Max Nightingale, Morderstwo w fabryce snów [Murder In Tinseltown], tłum. Tomasz Wyżyński, Czarna Owca, 2026, 208 stron.

Często mówię przy czytaniu kryminałów, że bawię się w detektywa, ale do tej pory polegało to raczej na obserwowaniu kolejnych wydarzeń i układaniu sobie w głowie możliwych scenariuszy. Tym razem jednak po raz pierwszy miałam okazję wejść w tę rolę znacznie głębiej i mieć wpływ na to, jak potoczy się historia. Takie atrakcje czekały na mnie w książce „Morderstwo w fabryce snów”.

Zbliżająca się gala Golden Star Awards sprawia, że w hotelu Royale Premiere roi się od gwiazd kochających błysk fleszy. Wśród sław znajduje się Blanche Aikerman, o której słyszeli nawet ci, którzy na co dzień niespecjalnie interesują się branżą filmową. Niesamowita popularność to cenna waluta, ale w zderzeniu z mordercą okazuje się nie mieć żadnej wartości. Aktorka zostaje znaleziona martwa, a za ujęcie sprawcy stałam się odpowiedzialna ja.

Max Nightingale stworzył interaktywną powieść kryminalną, w której stałam się detektywem wydziału zabójstw mającym poprowadzić śledztwo. Musiałam podejmować w różnych momentach decyzje co robić dalej, którą poszlaką podążyć czy kogo warto przesłuchać. I ta forma (a miałam z nią do czynienia po raz pierwszy) stanowiła miłą odmianę od klasycznych historii o poszukiwaniu mordercy. Okazało się tylko, że jestem chyba zbyt zachowawcza i próbuję zebrać najpierw wszystkie możliwe dane, a to nie zawsze jest dobra opcja. Tym samym zanim rozwiązałam zagadkę, to po drodze dwa razy poniosłam porażkę. 



Podobało mi się to, że „Morderstwo w fabryce snów” pozwoliło mi poczuć się jakbym faktycznie była w samym środku akcji, ale musze przyznać, że to raczej zabawa na raz. Gdy po ujęciu sprawcy (jupi!) próbowałam pójść inną ścieżką, by zobaczyć dokąd mnie zaprowadzi, to w pewnym momencie czułam już znużenie, gdy trafiałam częściowo na te same fragmenty. Poza tym mam wrażenie, że autor na tyle mocno skupił się by te przejścia między stronami po podejmowaniu decyzji miały sens, że trochę zapomniał o tym, żeby sama zagadka, bohaterowie i ich motywy były bardziej przekonujące i niejednoznaczne.

Dodatkowy punkt za to, że Max Nightingale był tym, który miał okazję zapoznać mnie z interaktywną powieść kryminalną i sprawił, że pewnie jeszcze kiedyś po jakąś sięgnę, ale wtedy oczekiwania będę miała już większe. Tym razem autorowi trafiła się u mnie taryfa ulgowa.


  Garść cytatów:

W hazardzie nie chodzi o zwycięstwo, bynajmniej. To przegrane sprawiają, że ciągle wracamy, aż nic nie zostaje. Gdyby pan mi dał złodziejski stół do ruletki i zawsze wiedziałbym, która liczba wypadnie, nie byłbym zainteresowany. Gdzie tu ryzyko?(s. 141)


Zobacz również

0 komentarze

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy