Amy Engel, Dziewczyny z Roanoke [The Roanoke Girls], tłum. Magdalena Nowa, Czarna Owca, 2017, 352 strony.
Mam przeczucie, że chociaż za jakiś czas książka Amy Engel
pewnie nieco mi się w głowie rozmyje jeżeli chodzi o szczegóły, to tajemnica rodziny
Roanoke zostanie tam na trochę dłużej. Trudno mi się teraz dziwić, że większość
dziewczyn z niej pochodzących albo uciekała jak najdalej, albo spotykało je coś
złego. Nadal dziwię się jednak, jak ogromną siłę przyciągania miała rodzinna posiadłość
położona tuż za Osage Flats wobec każdej z nich. I żałuję tylko, że autorka ten
element historii zdradziła tak szybko.
Nastoletnia Lane czuje w pewnym sensie ulgę, gdy jej matka
popełnia samobójstwo. Nie będzie musiała byś tuż obok ciągłego cierpienia,
smutku i braku czułości; wreszcie może zacznie zapominać jak boli obojętność. Z
Nowego Jorku trafia domu dziadków w Kansas – do ludzi, których nigdy wcześniej
nie poznała. A jednak szybko czuje, że to jej miejsce, tym bardziej, że za
towarzystwo ma energiczna kuzynkę Allegrę, która mieszka tam od urodzenia.
Dzieje się jednak coś, co sprawia, że Lane ucieka z posiadłości, porzuca
wygodną codzienność i wraca dopiero po przeszło dziesięciu latach, gdy
dowiaduje się, że Allegra zniknęła.
- 18.01.2018
- 19 Komentarze


