Dorota Milli, To jedno lato, Wydawnictwo Filia, 2017, 520 stron.
„To jedno lato” niczym szczególnym nie zaskakuje i nie jest
książką przy której towarzyszyły mi wielkie emocje. W pamięci zostanie mi jednak wrażenie, że to
była przyjemna i idealnie wakacyjna lektura, dzięki której przeniosłam się
myślami ku nadmorskim brzegom, gorącym promieniom słońca i beztroskim wieczorom,
gdy głowę zaprząta co najwyżej chęć obejrzenia zachodu słońca i poczucia
delikatnego wietrzyku na ciele.
Lukrecja Lis (woli żeby mówić do niej Luka) chciałaby
uwierzyć, że odniosła duży sukces, bo wyrwała się z małej miejscowości do
Warszawy. I mimo że ma o sobie ogromne mniemanie, to wie, że życie wcale nie
potoczyło się tak, jak sobie zaplanowała. Po dwóch latach jej związek – bez miłości,
bo oparty tylko na wizji wygodnego życia u boku bogatego faceta - się rozpadł,
praca w banku nie przynosi jej satysfakcji, a blisko nie ma nikogo, komu
naprawdę by na niej zależało. Wyrywa się z miasta do rodzinnego
Dźwirzyna, by tam spędzić urlop i opracować nowy, genialny plan, dzięki któremu
znajdzie sobie godnego jej (czyt. bardzo bogatego) faceta i niczym nie będzie
się już musiała martwić.
- 11.07.2017
- 26 Komentarze



