Stephena Kinga najbardziej lubię w takich powieściach, gdzie króluje mocno niepokojący i mroczny klimat („Misery”, „Lśnienie”, „Worek kości”), natomiast „Baśniowa opowieść” jest dla mnie gdzieś pomiędzy takimi historiami, a trochę lżejszym w moim odczuciu „Instytutem” i bliżej jej chyba do tego ostatniego. Ma elementy, które – jeśli je sobie wyraźnie wyobrazimy – mogą przerażać, ale dla mnie to nie był niepokój, który by mi jakoś mocno doskwierał. Najnowsza historia stworzona przez amerykańskiego pisarza świetnie się za to wpisuje w baśniowy klimat, ale zdecydowanie nie tych opowieści, które mogliśmy słyszeć jako dzieci, a raczej ich brutalniejszych wersji, których być może dorośli woleli nam oszczędzić.
- 16.10.2022
- 12 Komentarze



