William P. Young - Chata

William P. Young, Chata [The Shack], tłum. Anna Reszka, Nowa Proza, 2009, 282 strony.

„Chata” to jedna z tych książek, która pewnego dnia, z tego co pamiętam w wyniku zetknięcia z bardzo pozytywną opinią, trafiła na moją listę tytułów do przeczytania. Od tamtej chwili minęło jednak trochę czasu, a ja nie do końca potrafiłam sobie przypomnieć co dokładnie zafascynowało mnie w tej historii i dlaczego chciałam ją koniecznie poznać. I chociaż powód zaintrygowania gdzieś w pamięci się rozmył, to liczyłam, że William P. Young zdoła mnie swoją prozą jakoś poruszyć.

Powieść kanadyjskiego pisarza podzielić można na dwie części – pierwszą czyta się niczym całkiem sprawnie skonstruowany i trzymający w napięciu thriller. Mack zabiera swoje dzieci na kilkudniowy kemping. Ktoś, jak się później okaże seryjny morderca, wykorzystuje chwilę i porywa kilkuletnią Missy. Rozpoczynają się poszukiwania na dużą skalę, ale dziewczynka znika na dobre. Ślad urywa się w pewnej chacie, a nadzieja gaśnie wraz z zostawioną tam porwaną czerwoną sukienką i śladami krwi wskazującymi na najgorsze. Druga część to refleksyjna wędrówka w głąb siebie, chociaż można ją odczytywać także dosłownie – jako spotkanie Macka z Bogiem w tej samej chacie, o której choćby myśl wywołuje w ojcowskim sercu tyle bólu. Mężczyzna wybrał się tam na weekend po otrzymaniu tajemniczego listu, wyglądającego na wiadomość od… Najwyższego.

Czytaj dalej

Lucy Maud Montgomery - Wymarzony dom Ani

Lucy Maud Montgomery, Wymarzony dom Ani [Anne's House of Dreams], tłum, Stefan Fedyński, Wydawnictwo Literackie, 2014, 306 stron. 
Cykl: Ania z Zielonego Wzgórza, tom 5.

Wracając do serii o rudowłosej Ani nie mogłam sobie przypomnieć na którym tomie kilkanaście lat temu zakończyłam swoją przygodę – teraz już wiem. Nie mogłam czytać „Wymarzonego domu Ani” bo chociaż pamięć bywa zawodna, to myślę, że akurat ten tytuł zostawiłby we mnie trwalszy ślad. Lucy Maud Montgomery ukryła w nim tyle wydarzeń i przede wszystkim emocji, że zaraz po „Ani z Zielonego Wzgórza” zdecydowanie stanie się jedną z moich ulubionych części tej serii.

W życiu Ani rozpoczyna się zupełnie nowy etap – wychodzi za mąż za Gilberta i opuszcza Zielone Wzgórze w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Przystań Czterech Wiatrów i niewielki domek położony na uboczu wydają się być spełnieniem marzeń o miejscu, które bez wahania i z przepełnionym uczuciem głosem można nazwać domem. To w nim młode małżeństwo będzie mierzyło się z trudami codzienności, ale i przeżywało małe-wielkie radości.

Czytaj dalej

Carlos Ruiz Zafón - Światła września


Carlos Ruiz Zafón, Światła września [Las luces de septiembre], tłum. Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas, MUZA, 2011, 255 stron.

Carlos Ruiz Zafón już od jakiegoś czasu zajmuje w moim czytelniczym sercu miejsce szczególne – potrafi tworzyć w swoich powieściach tak niesamowity klimat, że spotkanie z jego prozą to smakowita uczta, którą zawsze opuszczam z żalem, ale za to pełna nowych wrażeń i niezwykłych obrazów obudzonej wyobraźni. I co zadziwiające, nawet gdy kolejna czytana książka hiszpańskiego pisarza nie okazuje się tak dobra, jak poprzednie, to nadal wywołuje we mnie poczucie, że warto było oderwać się od wszystkiego i zatopić w lekturze. „Światła września” nie zachwyciły mnie jak „Marina” czy „Cień wiatru”, a z Trylogii mgły wydają mi się najmniej porywające, ale to, jak piękne potrafi ujmować wiele rzeczy w słowa Zafón, widać tu wystarczająco dobrze, by w lekturze bez trudu się zatopić.

Normandia i praca u fabrykanta zabawek Lazarusa Janna wydają się być uśmiechem losu dla wdowy Simone i jej dwójki dzieci – Irene i Doriana. Zaczyna się nowy rozdział w ich życiu, tym przyjemniejszy, że mieszkańcy nadmorskiego miasteczka okażą im mnóstwo sympatii. Rezydencja nowego pracodawcy zasłuży na miano fascynującej (najróżniejsze mechanizmy  i  zakamarki robią swoje, chociaż mnie najbardziej urzekła pokaźna biblioteka), ale jest w niej jednocześnie coś niepokojącego i to nie tylko dlatego, że żona gospodarza od wielu lat nie opuszcza swojego pokoju z powodu dziwnej choroby.

Czytaj dalej

Joseph Delaney - Klątwa z przeszłości

Joseph Delaney, Klątwa z przeszłości [The Spook's Curse], tłum. Paulina Braiter, Jaguar, 2007, 390 stron.

Drugi tom Kronik Wardstone – „Klątwa z przeszłości” odkrył przede mną kolejne warstwy świata, który stworzył Joseph Delaney i tym razem sięga on jeszcze głębiej niż do dołów wykopanych na boginy, czarownice czy inne stwory. Katakumby pewnego miasta w Hrabstwie skrywają bowiem coś, co chociaż od lat uwięzione jest za Srebrną Bramą, to wciąż budzi strach i potrafi wpływać na mieszkańców. Mor jest głodny krwi, a ta ludzka pozwala mu rosnąc w siłę i smakuje oczywiście najlepiej. Jednocześnie ofiara musi sama zgodzić się na jej oddanie, ale gdy weźmie się pod uwagę umiejętność potwora do wnikania w myśli i manipulowania nimi, a także groźbę sprasowania – cóż, można się domyślić jak to się wszystko kończy.

Stracharz przed laty mierzył się już z Morem i o mało wówczas nie zginął, ale kolejne starcie jest blisko. Pojawia się w mieście ze swoim trzynastoletnim uczniem Tomem i szybko okazuje się, że katakumby to nie jedyne miejsce, gdzie może pojawić się potwór. Ten w ludzkiej skórze, czerpiący przyjemność z krzywdy i cierpienia innych jest równie groźny – tym bardziej, gdy zajmuje się wyłapywaniem podejrzanych o magię i paleniem ich na stosie. Z lubością startuje kogoś koniem za choćby cień nieposłuszeństwa, a chciwość i okrucieństwo pozbawią go wszelkich granic. O tak, Kwizytorowi lepiej nie wchodzić w drogę.

Podobnie jak w „Zemście Czarownicy”, wszystkie wydarzenia poznajemy z perspektywy Toma Warda, który wydaje się dużo bardziej dojrzały niż w poprzedniej części. Prawdę mówiąc czasami wydawało mi się nawet, że zachowuje się jak gdyby był przynajmniej o kilka lat starszy niż w rzeczywistości. Oczywiście od początku nauki fachu stracharza, musiał się mierzyć z różnymi, często niebezpiecznymi, wyzwaniami, ale ja nadal miałam w pamięci tego przerażonego chłopca, którego przepełniała tęsknota za domem i trudno było mi momentami uwierzyć, że tak ciężko go dostrzec w Tomie z drugiej części serii. Ten wyraźny kontrast w zachowaniu głównego bohatera na szczęście trochę jednak złagodziły niektóre jego reakcje – gdyby nagle stał się zupełnie nieustraszony chyba zaczęłabym wątpić w Josepha Delaneya.

Lepiej poznajemy tym razem Stracharza – odkrywamy niektóre elementy z jego przeszłości, a to pozwala zbudować sobie pełniejszy obraz osoby, która przecież w całej historii odgrywa niebagatelną rolę. Oczywiście wiele pozostaje jeszcze nieodkryte, co zresztą tyczy się nie tylko tej postaci. Joseph Delaney dawkuje informacje w taki sposób, że z jednej strony czułam się trochę zawiedziona, że nie dowiedziałam się jeszcze więcej, a z drugiej jestem ciekawa jak losy bohaterów potoczą się dalej, w kolejnych tomach.

Akcja „Klątwy z przeszłości” biegnie szybko i niewiele było momentów, w których można było się nudzić. Myślę zresztą, że to także kwestia umiejętności Jospeha Delaney'a do takiego konstruowania fabuły, by czytelnik trwał w ciągłym oczekiwaniu na to, co wydarzy się za chwilę i lekkości pióra, która pozwala płynąć przez kolejne strony. Swobodnie zatapiałam się w kolejne wydarzenia i przyznam, że lektura sprawiła mi dużo przyjemności. Nie jest to mocno wymagająca powieść, ale autor sprytnie wplata w nią postawy i wartości, które w życiu są ważne. Odwaga, lojalność, troska o najbliższych – z „Klątwy z przeszłości” można wyciągnąć niejedną naukę.

Joseph Delaney dostarczył mi dawkę wciągającej rozrywki, połączonej z możliwością przebywania w towarzystwie nietuzinkowych bohaterów i zaangażowania się w intrygującą historię. Na pewno nie odmówię sobie kolejnego spotkania z Kronikami Wardstone.

Garść cytatów:


„(…) nikt z nas nie jest całkiem dobry ani całkiem zły. Każdy mieści się gdzieś pomiędzy, ale w naszym życiu wcześniej czy później zawsze nadchodzi taka chwila, gdy musimy postawić ważny krok, albo w stronę światła, albo też mroku”. (s. 262/263)


Zemsta Czarownicy | Klątwa z przeszłości | Tajemnica Starego Mistrza | Wiedźmi spisek | Pomysła Stracharza | Starcie demonów | Koszmar Starcharza | Cień przeznaczenia | Jestem Grimalkin | Krew Stracharza | Wijec | Alice

 --------

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy