David Sodergren - Haar
24.08.2026David Sodergren, Haar [The Haar], tłum. Anna Standowicz-Chojnacka, Akurat, 2025, 320 stron.
Muriel jest przywiązana do swojego domu i nic ją nie obchodzi, że jakiś miliarder zaplanował sobie zagospodarowanie ziemi, na której ów dom stoi. Kobieta ma już swoje lata i zamierza właśnie tutaj umrzeć. W nadmorskiej wiosce Witchaven zostało zaledwie kilka osób, które tak jak ona za nic mają oferowane pieniądze i sprzeciwiają się inwestorowi. Problem w tym, że jego oferta ma krótki termin ważności, a facet nie jest z tych, którzy po prostu przyjmują odmowę. Gdyby tylko Muriel mogła mieć obok siebie Billa - swojego męża, który kilkanaście lat wcześniej zaginął na morzu...
Nie sięgam zbyt często po horrory, bo chociaż lubię napięcie towarzyszące czytaniu, to książki zazwyczaj nie napawają mnie jakimś silnym przerażeniem. W zeszłym roku przekonałam się jednak, że trochę strachu potrafią we mnie wzbudzić („Coś się dzieje w naszym domu” - Josh Malerman) i pomyślałam, że muszę częściej dawać takim powieściom szansę. „Haar” mignął mi w kilku polecajkach, a potem widziałam też mniej entuzjastyczne opinie i byłam ciekawa, jakie wrażenie na mnie zrobi.
Zaczęło się naprawdę dobrze - szkocki klimat nadbrzeżnej miejscowości, o której prawie wszyscy zapomnieli (poza bogaczem, który chce na niej zarobić) i główna bohaterka, która w wieku 84 lat nie straciła nic ze swojej wewnętrznej siły charakteru i nie zamierza dać się wyrzucić ze swojego domu. Do tego mroźna, gęsta mgła i to poczucie, że coś niebezpiecznego się zbliża, że to tylko kwestia czasu, gdy z wszystkie dźwięki na chwilę umilkną i wydarzy się coś, co wszystko zmieni. Dałam się tej aurze wciągnąć, pozwoliłam, by ten chłód wywołał dreszcz niepokoju na skórze.
Problem w tym, że im dalej, tym robiło się dziwniej. I nie zrozumcie mnie źle - ja uwielbiam, gdy w książkowych historiach jest dziwnie i niepokojąco, ale tu to wszystko jakoś do mnie nie przemawiało. Było też kilka takich fragmentów, że czułam bardziej obrzydzenie (a raczej nie jestem wrażliwa jeśli chodzi o makabryczne sceny) niż strach. Może horrory gore to po prostu nie moja bajka? Mam wrażenie, że niepotrzebnie szukałam w tym wszystkim jakiegoś drugiego dna, a tu liczyło się raczej wywołanie określonego efektu i zszokowanie czytelnika.
Trzymała mnie przy tej historii postać Muriel i taka delikatna doza ciekawości jak David Sodergren to wszystko zakończy, ale poza tym „Haar” ewidentnie mnie nie zachwycił.
Garść cytatów:
„Człowiek, który nie szanował natury, był najgorszym typem człowieka”. (s. 55)
„Wówczas nie wydawało jej się to szczególnie znaczące. Ale tak to zawsze bywa z momentami, które wywracają życie do góry nogami, prawda?” (s. 290)







6 komentarze
Czasem najtrudniej znaleźć równowagę między budowaniem niepokoju a epatowaniem makabrą. Pięknie ujęłaś to, jak ważna jest strona emocjonalna — siła bohaterki i gęsty klimat potrafią całkowicie wciągnąć, ale gdy fabuła skręca w czysty shock value, magia pryska. Bardzo wartościowa, szczera i świetnie napisana recenzja, która daje do myślenia nad granicami tego gatunku.
OdpowiedzUsuńMyślę, że dla kogoś, kto bardziej się w takim klimatach odnajduje to może być bardziej udane literacko spotkanie :)
UsuńSzkoda, że ta dziwność była aż tak dziwna. Ale mroczne zdjęcia zrobiłaś.
OdpowiedzUsuńPodobnie mroczna jest ta historia! :)
UsuńSzkocki klimat? Kupiłabyś mnie, ale chyba nie jestem pewna, że chcę w to iść. Na razie spasuję. Świetne zdjęcia!
OdpowiedzUsuńDziękuję! ♥
UsuńTo specyficzna książka, mi nie całkiem podeszła, ale jest sporo zachwyconych czytelników :)
Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)