Agatha Christie – Morderstwo na plebanii



Agatha Christie, Morderstwo na plebanii [The Murder at the Vicarage], tłum. Beata Hrycak, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016, 272 strony.

Trzymajcie się mocno, bo „Morderstwo na plebanii” to totalna jazda bez trzymanki i jeśli raz wypadniecie z torów, to później może być ciężko na nie wrócić. To także pierwsza powieść w dorobku Agathy Christie, w której pojawia się panna Marple i chociaż ja miałam okazję poznać ją już przy okazji innej powieści, to byłam ciekawa czy ponowne spotkanie wywoła we mnie podobne przemyślenia co poprzednio.

Czytaj dalej

Zapraszam na morderstwo! [Agatha Christie - Morderstwo odbędzie się]

Agatha Christie, Morderstwo odbędzie się [A Murder is Announced], tłum, Tadeusz Jan Dehnel, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, 304 strony.

W „Gazetce” wśród informacji o jamnikach i innych tego typu ważkich dla małej społeczności sprawach pojawia się ogłoszenie o mającym się odbyć morderstwie w domu jednej z mieszkanek Chipping Cleghorn Letycji Blackclock. Sytuacja niecodzienna, bo i trudno sobie wyobrazić, że morderca z wyprzedzeniem informuje o swoich zamiarach. Nic więc dziwnego, że wielu upatruje w tym ingerencji jakiegoś żartownisia, ewentualnie zaproszenia do zabawy w detektywa. Tyle tylko, że wskazanego dnia o ustalonej godzinie rzeczywiście ktoś pada martwy…

Spotkałam się dosyć przelotnie z Panną Marple przy okazji opowiadania ze zbioru „Tajemnica gwiazdkowego puddingu”. „Morderstwo odbędzie się” miało być szansą na poznanie tej intrygującej bohaterki lepiej. Mocno na to liczyłam i pewnie dlatego czuję się jednak pod tym akurat względem trochę rozczarowana. Panna Marple odegrała kluczową rolę w rozwiązaniu zagadki zabójstwa, ale jej działania miały raczej charakter zakulisowy. Ledwie kilka razy pojawia się w całej historii i chociaż jej umiejętność powiązania pozornie nieznaczących elementów układanki robi wrażenie, to jednak nie czuję, że znam ją teraz dużo lepiej. Miałam nadzieję, że dostanę szansę do przebywania dłużej w jej towarzystwie, tak jak zwykle ma to miejsce w przypadku Herkulesa Poirot, ale tym razem schowała się gdzieś na drugim planie.

Pierwsze skrzypce, nawet bardziej niż inspektor prowadzący śledztwo, odgrywają osoby, które uczestniczyły w wydarzeniach w domu Letycji. A przekrój osobowości jest spory – od wiecznie niezadowolonej, rozkrzyczanej kucharki Mitzi i rozgadanej, dobrodusznej Dory, przez nie biorącego niczego na poważnie Patryka i jego bardzo ułożoną siostrę Julię, aż po innych mieszkańców miasteczka, którzy w większości niby przypadkiem stali się świadkami zabójstwa, chociaż w rzeczywistości przyciągnęło ich niecodzienne ogłoszenie. I jak nietrudno się domyślić - każdy staje się podejrzany.

Agatha Christie podsuwa mnóstwo możliwych tropów i rozwiązań, a czytelnik próbuje dopasować do siebie wszystkie poszlaki tak, aby w logiczny sposób dało się wykryć kto jest winny. Problem jedynie w tym, że przynajmniej kilka scenariuszy z powodzeniem można by uznać za prawdopodobne, a koniec końców prawda okazuje się zupełnie zaskakująca. Zawsze gdy zakładam swój płaszcz detektywa i staram się rozgryźć przygotowaną przez Królową Kryminałów zagadkę, wiem, że mogę się spodziewać wszystkiego. Siła powieści „Morderstwo odbędzie się” tkwi w tym, że takie zakończenie nawet nie przemknęło mi przez myśl. Zupełnie dałam się wyprowadzić w pole, a to jest coś, co w kryminałach cenię szczególnie.

Panna Marple pokazała, że liczy się nawet najmniejsza poszlaka, a równie ważne jak rekonstrukcja wydarzeń jest słuchanie tego co i jak mówią świadkowie. Podziwiam jej umiejętności, ale mam nadzieję, że następnym razem poznam ją jeszcze bliżej i książkę zamknę bez niedosytu. Na szczęście sama zagadka - niemal tak dobra jak te z „I nie było już nikogo” czy „Morderstwo w Orient Expressie” - skutecznie podnosi ocenę całości.

Garść cytatów:

-Trzeba będzie starannie przesłuchać świadków. Niech opowiedzą drobiazgowo o wszystkim, co widzieli.
-Z pewnością każdy z nich widział coś zupełnie innego. (s. 47)

Człowiek zostaje zupełnie sam, gdy odchodzi ktoś ostatni, kto pamięta.(s. 205/206)


Czytaj dalej

Wyzwanie rzucone Królowej Kryminałów [Agatha Christie – Tajemnica gwiazdkowego puddingu]

Agatha Christie, Tajemnica gwiazdkowego puddingu, [The Adventure of  the Christmas Pudding], tłum. Krystyna Bockenheim, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2014, 265 stron.

Przez chwilę wydawało mi się, że mogę mocno utrudnić zadanie Królowej Kryminałów, sięgając po tytuł kojarzący się z zimową porą, w czasie letnich upałów. Chciałam sprawdzić czy pisarce uda się na tyle mocno zająć moją uwagę i zbudować odpowiedni klimat powieści, żebym zapomniała, że wokół mnie aura daleka jest od bożonarodzeniowej. Moje niecne zamiary szybko Agatha Christie stłumiła, bo okazało się (a wcześniej jakoś nie zwróciłam na to uwagi), że „Tajemnica gwiazdkowego puddingu” to zbiór opowiadań, z których jedynie tytułowe ma typowo mroźny charakter.

Pięć spraw pojawiających się na kartach książki prowadzi znany mi już całkiem dobrze Herkules Poirot, ale jedna przypadła w udziale Pannie Marple, którą miałam okazję spotkać po raz pierwszy. Od razu rzucił mi się w oczy jej spokój i to jak sprawnie potrafiła dostrzec rozwiązanie zagadki morderstwa, mimo że fakty wydawały wskazywać na zupełnie inny przebieg wypadków. Zbyt krótko miałam jednak okazję przebywać w jej towarzystwie, by poznać ją bliżej, ale już teraz cieszę się, że będę miała ku temu jeszcze niejedną okazję.

Herkules Poirot to natomiast detektyw stosunkowo wybredny – nie podejmuje się rozwiązywania każdej sprawy, na jaką może trafić, lecz wybiera takie, które go w jakiś sposób intrygują. Wystarczy malutki element niepasujący do reszty, by obudzić w wąsatym Belgu analityczny umysł i nastawić jego myśli na dobrze znane tory docierania do prawdy. Nieistotne, że w całym szeregu wydarzeń tylko on dostrzega, że coś tu nie pasuje – gdy Poirot zaczyna działać, można być pewnym, że pewne nie jest już absolutnie nic. Szczególnie tożsamość mordercy i to nawet, gdy wszystkie dowody wskazują na konkretną osobę. Takie zagadki lubię szczególnie, bo trzeba się dopatrywać naprawdę drobnych szczegółów, by odkryć co naprawdę się wydarzyło.

Dzięki opowiadaniom przeniesiemy się na angielską prowincję, by tam spędzić tradycyjne Boże Narodzenie i odkryć tajemnicę nietypowego zastosowania gwiazdkowego puddingu; znajdziemy ciało w hiszpańskiej skrzyni i zaczniemy się zastanawiać czy jest zagadka, której nie da się rozwiązać; krok po kroku poprowadzimy śledztwo w sprawie zabicia mężczyzny ciężkim narzędziem, by przekonać się na ile oczywisty jest sprawca; zastanowimy się nad powtarzalnością ludzkich zachowań i czy przypadkowa śmierć nie kryje w sobie czegoś więcej; z powątpiewam, podobnie jak Poirot, spojrzymy na sen o samobójstwie, który stał się rzeczywistością; przekonamy się ile szaleństwa, a ile zimnej kalkulacji może być w człowieku.

Podobnie jak w przypadku wcześniejszych zbiorów opowiadań Agathy Christie, które czytałam („Wczesne sprawy Poirota”, „Dwanaście prac Herkulesa”) tak i tym razem były zagadki bardziej i mniej zajmujące. „Zagadka hiszpańskiej skrzyni” wydawała mi się wyjątkowo trudna do rozgryzienia, a znowuż „Popychadło” aż za proste do rozwiązania; „Tajemnica gwiazdkowego puddingu” wywołała we mnie uczucie deja vu i nie zaskoczyła jakoś specjalnie, a „Dwadzieścia cztery kosy” poza docieraniem do prawdy, zmusiły też do refleksji; ”Sen” pokazał, że gdy do akcji wkracza wąsaty Belg nie ma mowy o zbrodni doskonałej, a „Szaleństwo Greenshawa” zapamiętam jako pierwsze zatknięcie z Panną Marple i historię, o kobiecie zamordowanej strzałem z łuku.

O ile niektóre z zagadek odrobinę mnie zawiodły, o tyle Herkules Poirot zdecydowanie tego nie zrobił. Detektyw pokazuje, że fakty są istotne i oczywiście wszystko musi dać się logicznie wytłumaczyć, ale klucz zawsze tkwi w człowieku i motywach, które nim kierują. Cenię jego brak zgody na łatwe wyjaśnienia, jeżeli pojawia się chociażby minimalna wątpliwość co do przebiegu wydarzeń. Detektyw polega na swoim umyśle i bardzo przydatnej zdolności do wyciągania od innych informacji. Zna się na ludziach i to pozwala mu zajrzeć pod zakładane przez nich maski.

Opowiadania w przypadku Agathy Christie robią na mnie jakoś mniejsze wrażenie niż jej powieści, ale i tak z przyjemnością sprawdzam przed jakimi wyzwaniami stawia swoich bohaterów i mnie jako czytelnika. Doceniam sprawne sportretowanie niemal wszystkich pojawiających się postaci (w końcu każdy może być winny!), a chociaż nie zapadają mi w pamięć ich nazwiska, to w momencie poznawania danej historii poszczególne osoby ożywają w mojej wyobraźni. „Tajemnica gwiazdkowego puddingu” zaspokoiła mój głód na spotkanie z Herkulesem Poirotem, podsyciła apetyt na lepsze poznanie Panny Marple i tylko same historie spowodowały pewien niedosyt.

Garść cytatów:

Słaby człowiek przyparty do muru staje się bardziej niebezpieczny od kogoś silnego”. (s. 158)


--------

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy