Przyznaję od razu, że tym razem nie potraktowałam dobrze Agathy Christie. Najpierw zapewniałam, że stęskniłam się za jej kryminalnymi historiami, bo ostatni raz spotkałyśmy się wiele miesięcy temu („Morderstwo na plebanii”), a później, kiedy chciała mi pokazać co wydarzyło się w Rezydencji Sittaford, ja mocno z doskoku skupiałam na niej uwagę. Zabrakło mi czasu, a jak już znalazłam czas, to brakowało mi siły, by oprzeć się miękkiej poduszce, która momentalnie przynosiła sen. Na szczęście to wszystko nie przeszkodziło mi ostatecznie w czerpaniu przyjemności z lektury i rozwiązywania ciekawej zagadki.
- 18.09.2022
- 10 Komentarze



