Jakub Małecki – Święto ognia



 Jakub Małecki, Święto ognia, SQN, 2021, 256 stron.

Nie pierwszy raz mam po literackim spotkaniu z Jakubem Małeckim silne wrażenie kłębiących się myśli – takich, które trudno jest wypunktować czy znaleźć konkretny początek i koniec. Szkoda, że nie da się ich wsadzić do jakiejś skrzyneczki, otworzyć przed wami i powiedzieć: patrzcie, to właśnie czuję! To poruszenie, które mam w sobie po lekturze jego książek, to dla mnie samej najlepszy dowód na to, że jest w nich coś, co taki stan wywołuje. Nawet jeśli nie do końca potrafię to opisać słowami.

Czytaj dalej

Samantha Shannon - Blada Śniąca

Samantha Shannon, Blada Śniąca [The Pale Dreamer], tłum. Regina Kołek, SQN, 2019, 120 stron.
Czas Żniw, tom 0.5

Po czwartym tomie serii Czas Żniw („Koniec maskarady”) postanowiłam przedłużyć sobie przyjemność bycia blisko jej bohaterów, bo rozstać się z nimi na dłużej i czekać na kontynuację jest mi jakoś trudno. Sięgnęłam więc po tom 0.5, którego wcześniej nie miałam okazji czytać, a który jest określany jako prequel całego cyklu.

Czytaj dalej

Samantha Shannon – Koniec Maskarady



Samantha Shannon, Koniec maskarady [The Mask Falling], tłum. Regina Kołek, Maciej Pawlak, SQN, 2021, 664 strony.
Czas Żniw, tom 4.

Kilka lat minęło od kiedy czytałam trzeci tom serii Czas Żniw („Pieśń Jutra”), a ostatnio poznana krótka mini powieść „Chór Świtu” zaostrzyła mój apetyt na dłuższe spotkanie z bohaterami stworzonymi przez Samanthę Shannon. Cieszyłam się, że „Koniec maskarady” to taka solidna cegiełka (ponad 600 stron), ale teraz, kiedy jestem już po lekturze, czuję, że za szybko się to wszystko się potoczyło, a ja chcę jeszcze i jeszcze. Tym bardziej, że autorka jak zwykle swoich czytelników zostawia w momencie, który rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. 

Czytaj dalej

Samantha Shannon – Chór Świtu



 Samantha Shannon, Chór Świtu [The Dawn Chorus], tłum. Maciej Pawlak, Wydawnictwo SQN, 2020, 126 stron.
Czas Żniw, tom 3.5

Już miałam się zabrać za czwartą część serii Czas Żniw, kiedy zorientowałam się, że jakiś czas temu powstał tom 3.5 – „Chór Świtu”. Niewielka mini powieść, której lektura – teraz to wiem – nie jest niezbędna, by poznawać dalsze losy Paige Mahoney. Nie oznacza to wcale, że nie warto jej przeczytać, bo dla mnie okazała się swego rodzaju przypomnieniem o bohaterce, którą polubiłam właściwie od pierwszego spotkania, a z którą rozstałam się na kilka lat.

Czytaj dalej

Jakub Małecki – Dżozef


 Jakub Małecki, Dżozef, SQN, 2018, 320 stron.

Powinnam mieć więcej zaufania do Jakuba Małeckiego, biorąc pod uwagę to, jak bardzo podobały mi się „Ślady”, „Dygot” i „Rdza”. A jednak długo zbierałam się do sięgnięcia po „Dżozefa”, mając w sobie jakąś niejasną obawę, że może on zachwiać moim zachwytem wobec prozy autora. Sama nie wiem z czego to wynikało – czy zarys fabuły nie do końca do mnie przemawiał, czy może odniesienia do Josepha Conrada trochę przestraszyły. Tak czy inaczej najpierw liznęłam odrobinę Conradowskiej prozy („Jądro ciemności”), a później, kiedy stwierdziłam, że „Dżozef” nabrał już na regale odpowiedniej mocy, zabrałam się do czytania. I cóż mogę napisać – to była kolejna bardzo dobra powieść polskiego pisarza, w której świetnie się odnalazłam. 

Czytaj dalej

Michelle Cohen Corasanti – Drzewo migdałowe



 Michelle Cohen Corasanti, Drzewo migdałowe [The Almond Tree], tłum. Dorota Dziewońska, Sine Qua Non, 2014, 388 stron.

Ahmad od dziecka musi się mierzyć z okrucieństwem i niesprawiedliwością; nie spogląda na konflikt izraelsko-palestyński z boku – on jest w samym środku jego siły rażenia, a ta doprowadza najpierw do makabrycznej śmierci jego siostry, a później aresztowania ojca. Poczucie winy, świadomość nieustannego zagrożenia i odpowiedzialności za całą rodzinę będą się w tym młodym Palestyńczyku przeplatały z niezwykle ścisłym umysłem i ambicją, by osiągnąć coś więcej. 

Czytaj dalej

Jakub Małecki – Rdza


Jakub Małecki, Rdza, SQN, 2017, 286 stron.

Wspominałam o tym, kiedy pisałam o książce „Ślady” Jakuba Małeckiego i przy okazji „Rdzy” znowu to do mnie wraca – o takiej prozie pisze mi się w pewnym sensie ciężko. Chcę się podzielić swoimi wrażeniami, a jednocześnie tak trudno mi je uchwycić, nazwać i mieć przy tym poczucie, że ujęłam jakoś składnie mocno nieskładne myśli. Niełatwo jest zamknąć w słowach to wewnętrzne poruszenie, kiedy czytałam „Rdzę” i uznanie wobec autora dla ożywiania bohaterów i historii, tak wyraźnie szarpiących różne struny w sercu.

Czytaj dalej

Jakub Małecki – Ślady


Jakub Małecki, Ślady, SQN, 2016, 300 stron.

Kiedy trafiam na taką książkę jak „Ślady” Jakuba Małeckiego, to mam wrażenie, że nie potrafię ubrać jej w słowa i zamknąć w konkretnych ramach. Właściwie zamiast o niej pisać mam ochotę mocniej się w nią wgryźć, wrócić do zawartych w niej opowieści, utrwalić to, co z pamięci umyka.

Czytaj dalej

Shaun Usher - Listy niezapomniane


Shaun Usher [oprac.], Listy niezapomniane [Letters of Note], tłum. Jakub Małecki, 2015, 416 stron.
Listy niezapomniane, tom 1.

Shaun Usher zebrał i opracował ponad sto dwadzieścia listów najróżniejszych osób, tworząc publikację, która niejednokrotnie pozwala na nie spojrzeć nieco inaczej. To okazja do odkrycia nieznanych faktów i targających ludźmi emocji; fascynująca podróż przez wieki wzbudzająca bardzo różne uczucia. Jest tu miejsce na śmiech i mrugnięcie okiem, ale są też momenty poruszające i dające mocno do myślenia.

Czytaj dalej

Jakub Małecki – Dygot


Jakub Małecki, Dygot, Sine Qua Non, 2015, 315 stron.

O tym, że ciągnie mnie do powieści osadzonych w niewielkich społecznościach wiedziałam od dawna, ale to, że Jakub Małecki tak genialnie odnajduje się w takiej przestrzeni, jest moim niedawnym odkryciem. Nie byłam pewna czy proza tego autora mnie przekona, ale teraz nawet przez chwilę nie będę wahała się przed sięgnięciem po inne jego książki. „Dygot” okazał się tak klimatyczną, wciągającą i niecodzienną powieścią, że życzyłabym sobie jak najwięcej takich literackich odkryć.

Czytaj dalej

Samantha Shannon – Pieśń jutra


Samantha Shannon, Pieśń jutra [The Song Rising], tłum. Regina Kołek, Sine Qua Non, 2017, 432 strony.
Cykl: Czas Żniw, tom 3.

Czas Żniw” i „Zakon Mimów” mnie zachwyciły - nadal pamiętam to uczucie totalnego zaczytania i wniknięcia w świat, który wykreowała Samantha Shannon. Przywiązałam się do bohaterów, doceniłam przemyślaną rzeczywistość i dałam się porwać kolejnym wydarzeniom. Mogłabym napisać, że moja fascynacja tą serią nie do końca przetrwała próbę czasu, ale w głowie nadal mam ten przyjemny dreszcz emocji towarzyszący lekturze pierwszych dwóch części. Myślę raczej, że „Pieśń jutra”, chociaż ciekawa i warta uwagi, nie okazała się po prostu na tyle dobra, by zrobić na mnie równie silne wrażenie.

Czytaj dalej

Samantha Shannon - Zakon Mimów


Samantha Shannon, Zakon Mimów [The Mime Order], tłum. Regina Kołek, Sine Qua Non, 539 stron.
Cykl: Czas Żniw, tom 2.

Gdyby od lektury powieści „Czas Żniw” – pierwszego tomu serii autorstwa Samanthy Shannon - minęło więcej czasu, pewnie zdążyłabym zacząć się martwić czy kontynuacja wywoła we mnie równie pozytywne emocje. Po „Zakon Mimów” sięgnęłam jednak na fali zachwytu światem stworzonym przez brytyjską autorkę i być może dzięki temu tak łatwo i płynnie ponownie zatopiłam się w kolejne wydarzenia.

Ucieczka z kolonii karnej, w której jasnowidze byli całkowicie podporządkowani Refaitom, nie sprawia, że nagle wszystkie problemy tych pierwszych się rozwiązują. W Londynie nikt nie czeka na nich z otwartymi ramionami, a liczyć mogą co najwyżej na broń wycelowaną w swoim kierunku. Paige musi się mierzyć z poczuciem winy, ukrywać przez Sajonem, zdecydować czy nadal być częścią Siedmiu Pięczęci i wymyślić jak ostrzec innych jasnowidzów przed Refaitami (pamiętają jednocześnie, że nie wszyscy są źli). Naprawdę dużo tego jak na jedną osobę, a to i tak mała część problemów przed którymi stanie.

Czytaj dalej

Samantha Shannon - Czas Żniw


Samantha Shannon, Czas Żniw [The Bone Season], tłum. Regina Kołek, Sine Qua Non, 2013, 513 stron.
Cykl: Czas Żniw, tom 1.

Uwielbiam takie książki jak „Czas Żniw”, gdy historia wciąga na tyle mocno, że nie sposób się od niej oderwać, a bohaterowie zaczynają żyć nie tylko na kartach powieści, ale i w moich myślach. Samantha Shannon zaprosiła mnie do stworzonego przez siebie świata, a ja z ogromną przyjemnością się w nim zatopiłam. Z jednej strony cieszę się, że to początek serii i już niedługo będę mogła zabrać się za drugi tom, a z drugiej czuję, że czekanie na kolejne będzie wiązało się z koniecznością opanowania ogromnej ciekawości związanej z tym, co będzie dalej.

Londyn w roku 2059 nie jest przyjazny odmieńcom za jakich uważani są jasnowidze – dlatego Paige Mahoney oficjalnie pracuje w barze z tlenem, a w rzeczywistości wykorzystuje zdolności wysyłania swojego ducha poza ciało jako śniący wędrowiec w grupie o nazwie Siedem Pieczęci. Każdy dzień to wyzwanie - Sajon zdaje się kontrolować wszystko i wszystkich, ale okazuje się, że poza rządzącymi w kraju są inni, z którymi przyjdzie walczyć - Refaici. Paige staje się ofiarą Żniw organizowanych przez nich co 10 lat i trafia do stworzonej (i trzymanej w ogromnej tajemnicy) kolonii karnej Szeol I. Będzie musiała podporządkować się surowym zasadom, walczyć o wolność i o przeżycie.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy