Josh Malerman - Nie otwieraj oczu
23.07.2026Wiedziałam, że będę chciała przeczytać kolejne książki Josha Malermana po tym, jakie wrażenie zrobił na mnie jego horror „Coś się dzieje w naszym domu”. I w tym kontekście ucieszyłam się ze swoich niekończących się filmowych zaległości, bo od dawna planowałam obejrzeć „Nie otwieraj oczu” z Sandrą Bullock, a teraz myślę, że byłoby szkoda to zrobić przed lekturą powieści na kanwie której ta produkcja powstała.
Malorie jeszcze dyskutuje w myślach sama ze sobą, jeszcze rozważa wszystkie za i przeciw, ale tak naprawdę wie, że to jest ten dzień. Dzień, w którym musi zabrać dzieci nad rzekę i ruszyć w niebezpieczną podróż z nadzieją, że trafi do miejsca, które da im lepszą ochronę. Zasady są jasne: nie zdejmuj opaski, nie otwieraj oczu, bo na zewnątrz czai się zło tak niewyobrażalne, że jedno spojrzenie może doprowadzić do obłędu...
Josh Malerman przeplata dwie przestrzenie czasowe - przeprawę łódką głównej bohaterki oraz wydarzenia sprzed kilku lat, gdy świat zaczynał mierzyć się z nieznanym, a ludzie zamykali się w domach i zasłaniali okna. I zdarzało się, że próbowali razem, nawet wcześniej się nie znając, przetrwać, mieszkając pod jednym dachem. W trakcie czytania o tym, co było wcześniej miałam nieustannie takie poczucie zbliżającej się katastrofy i to zdecydowanie potęgowało napięcie. Bo przecież łatwo się domyślić, że coś się stanie, że chociaż zasady są oczywiste dla wszystkich to z jakiegoś powodu Malorie ostatecznie została z dziećmi sama...
„Nie otwieraj oczu” to taka powieść, w której niepokój nie ma konkretnego kształtu ani twarzy. Przerażająca jest sytuacja, że właściwie nie wiesz, z czym się mierzysz, ale wiesz, że niebezpieczeństwo jest realne, bo niemal każdy stracił kogoś bliskiego w dramatycznych okolicznościach. Josh Malerman pokazuje świat przepełniony strachem i nieustanną czujnością i robi to w przekonujący sposób. Jest więc ta powieść dosyć intensywna emocjonalnie, chociaż gdy się nad tym zastanowić, to fabularnie nie dzieje się w niej wcale tak wiele. Ta książka to zderzenie zamknięcia w domu i budowanych tam relacji i zależności z karkołomną podróżą, która wydaje się w pewnym momencie jedynym rozwiązaniem.
Nadal na pierwszym miejscu w moim osobistym rankingu pozostaje „Coś się dzieje w naszym domu”, ale przyznaję, że drugie spotkanie z Malermanem okazało się zdecydowanie udane. „Nie otwieraj oczu” utwierdziło mnie w przekonaniu, że autor potrafi budować ciekawy klimat i stawiać bohaterów w sytuacjach, w których nie ma dobrych rozwiązań. I może ta historia nie sprawiła, że ze strachu nie mogłam zasnąć w nocy, ale zostawiła mnie z pytaniem: co by było, gdyby taka rzeczywistość nagle stała się naszą rzeczywistością?






8 komentarze
A ja jeszcze nie poznałam książek tego autora. Muszę nadrobić zaległości.
OdpowiedzUsuńMyślę, że warto :) Ja chętnie jeszcze kiedyś przeczytam coś spod jego pióra.
UsuńMam słabość do książek, w których w fabule niewiele się dzieje, a mimo to budzą nieokreślony niepokój. Myślę, że napisać taką książkę to duża sztuka. A dlaczego tym razem nie ma garści cytatów? :)
OdpowiedzUsuńA wiesz, że tak jakoś szybko tę książkę przeczytałam, że chyba żaden cytat mi szczególnie nie wpadł w oko :)
UsuńOdwieczny dylemat: książka czy film – i po raz kolejny sprawdza się zasada, że warto zacząć od papieru, bo ten nienazwany, abstrakcyjny lęk najsilniej działa właśnie na wyobraźnię. Doskonale uchwyciłaś to, jak Malerman buduje napięcie nie krwią, a samą atmosferą niepewności i motywem zbliżającej się nieuchronnie katastrofy. Pytanie z Twojego podsumowania rezonuje chyba najmocniej z całej recenzji i idealnie oddaje istotę dobrego horroru psychologicznego.
OdpowiedzUsuńTo fakt, że strach budzi to, że jakaś historia mogłaby się wydarzyć naprawdę.
UsuńWiem, ze film postał ale nie widziałam go, a o książce słyszę pierwszy raz.
OdpowiedzUsuńJa teraz chętnie bym obejrzała ekranizację, chociaż widziałam, że fabularnie nastąpiło trochę zmian.
UsuńZapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)