Przyznaję, że z książkami Håkana Nessera mam dosyć niejednoznaczną relację. Z jednej strony zazwyczaj znajduje w nich coś, co do mnie w jakiś szczególny sposób trafia, a z drugiej zawsze pojawiają elementy, które nie pozwalają mi nie wtrącić tu i ówdzie jakiegoś znaczącego „ale”. Kiedy jednak postawiłam sobie na szali różne emocje, które wywołały we mnie dotychczas czytane tytuły szwedzkiego pisarza („Żywi i umarli w Winsford”, „Jedenaście dni w Berlinie”, „Oczy Eugena Kallmanna”, „Intrigo”, „Stowarzyszenie Leworęcznych”), to doszłam do wniosku, że lubię jego prozę i nadszedł wreszcie czas na sięgnięcie po serię kryminalną o inspektorze Barbarottim, z której jest dosyć znany. I może dobrze, że kilka lat temu swojej przygody z autorem nie zaczęłam od „Człowieka bez psa”, bo wcale nie mam pewności, czy chciałabym ją wówczas kontynuować.
- 10.05.2021
- 10 Komentarze



