Emily Henry - Wspaniałe, cudowne życie

11.08.2026



Emily Henry, Wspaniałe, cudowne życie [Great Big Beautiful Life], tłum. Anna Tomczyk, Świat Książki, 2026, 496 stron.

Wiecie, jaka myśl krążyła mi po głowie, gdy czytałam „Wspaniałe, cudowne życie”? Że chciałabym mieć obok siebie taką przyjaciółkę jak Alice. Osobę, która myśli o ludziach dobrze, daje im kredyt zaufania, nie ocenia, bo wie, że często za takim czy innym zachowaniem może się kryć walka, o której nikt nie wie. Dziewczynę, która jest pełnym empatii, zrozumienia i pozytywnej energii promykiem słońca. Nie ideałem, nie kimś, kto nie ma problemów i ma wszystko w życiu poukładane, ale od kogo bije taka szczerość, że łatwo by jej było zaufać. Nawet gdy ktoś, jak chociażby ja, raczej nie otwiera się przed innymi. 

Alice Scott wchodzi do turkusowego domu z nadzieją, że oto pojawiła się przed nią szansa na wysłuchanie i zrozumienie zawiłej historii Margaret Ives, która przed laty królowała w tabloidowych artykułach. Do czasu aż zniknęła. Okazuje się jednak, że o bycie autorem jej biografii stara się także nagrodzony Pulitzerem Hayden Anderson. Żadne z nich nie ma zamiaru odpuścić, ale ta rywalizacja okaże się tylko jedną z rzeczy, która ich połączy. 

Dawno już nie zdarzyło mi się, żebym czytała książkę do 2 w nocy i odkładała poznanie ostatnich kilkudziesięciu stron, bo szkoda mi było się z nią rozstawać. I może, gdyby spojrzeć na to trochę na chłodno, to można by było stwierdzić, że „Wspaniałe, cudowne życie” nie jest wcale powieścią odkrywczą, przełomową i niezapomnianą, ale to wszystko zupełnie nieważne, gdy czuje się taką czystą przyjemność z lektury, przywiązanie do bohaterów (Alice ♥) i widzi się delikatność w dotykaniu poruszanych wątków. 



Emily Henry sprawiła, że kilka razy się zatrzymałam i to nie tylko, gdy wyobrażałam sobie szklaną mozaikę na podłodze stworzoną przez Margaret czy kiedy fragment o wietrznych dzwonkach przeniósł mnie do wspomnień z dzieciństwa. Ta refleksyjność pojawiała się szczególnie wtedy, kiedy autorka starała się pokazać jak na świat patrzą stworzeni przez nią bohaterowie, które struny w nich drgają. Alice, która przy całej swej radości z małych rzeczy ma w sobie niepewność wobec uczuć własnej mamy; Hayden przygnieciony presją bycia doskonałym i sprawiający wrażenie gbura dla tych, którzy nie spróbują poznać go bliżej; Margaret, o której życiu wiedziano w prasie tak wiele, nie wiedząc tak naprawdę nic o niej samej, nie starając się wyjść poza uproszczenia i chwytliwe hasła. Każde z nich dźwiga jakiś bagaż i towarzyszenie im w tym zderzeniu z własnymi lękami było poruszające.

Dla mnie ta powieść to więcej niż romans, to taka Emily Henry jaką lubię i jakiej trochę brakowało mi w jej powieści „Book Lovers”. Sięgająca głębiej nawet wtedy, gdy na powierzchni toczy się historia, której pewne elementy można łatwo przewidzieć; pokazująca różne oblicza ludzki niepewności, zagubienia i poszukiwania szczęścia. 


 Garść cytatów:

A jednak sama najlepiej wiem, że rzadko da się powiedzieć, kim naprawdę jest dany człowiek albo przez co przechodzi, kiedy patrzy się na niego z zewnątrz”. (s. 50)

Nikt nie wie, czy jego życie jest normalne, czy dziwne, dopóki nie zobaczy, że można żyć inaczej”. (s. 87)

(...) szukam słowa, które objęłoby to wszystko. Oczywiście nie ma takiego. O to właśnie chodzi z ludźmi. Zawsze są więcej niż jedną rzeczą i zazwyczaj stanowią nawet zbiór przeciwstawnych cech”. (s. 118)

Nie masz kontroli nad innymi rzeczami, które cię martwią, ale możesz panować nad tym, co sam robisz”. (s. 222)

Miłość to nie jest coś, co da się ująć w dłonie, i muszę wierzyć, że dzięki temu jest czymś, czego nigdy nie można stracić”. (s. 233)

- Co twoim zdaniem powinien był zrobić? (...)
- Dla ukochanej osoby? Wszystko. Trzeba zniszczyć świat i zbudować nowy”. (s. 263)

Nauczyła mnie myśleć o życiu w ten sposób, żeby nie zastanawiać się, ile w danym momencie ostrzy wisi nad naszą szyją, tylko o tym, jak możemy wykorzystać ten czas, zanim spadną lub nie spadną na nas. I bardzo często nie spadały.
Pracuj, działaj, miej nadzieję”. (s. 286)

Jednak może po prostu miłość zawsze jest prezentem. Jedyną rzeczą, której nie można kupić, sprzedać ani wymienić”. (s. 387)

- Że nie musimy zostawać z tym, czego żałujemy. Że jeśli naprawdę nam na czymś zależy, to możemy postanowić, że będziemy się tego trzymać”. (s. 397)

    

Zobacz również

14 komentarze

  1. Mam dokładnie tak samo! 🥹 Uwielbiam, kiedy romans daje coś więcej niż tylko piękną historię miłosną, a bohaterowie mają swoje lęki, kompleksy i prawdziwe problemy. I ta Emily Henry, której trochę brakowało mi w „Book Lovers”, totalnie rozumiem! ❤️Nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki.
    Dzięki za recenzję!
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi z jej powieści zostało jeszcze do przeczytania "Ludzie, których spotykamy na wakacjach" i "Happy Place", chociaż akurat te dwie zbierają dosyć różne opinie :) Czytałaś może?

      Usuń
    2. Tym bardziej cieszę się, że przede mną :)

      Usuń
  2. Ta refleksyjność, o której wspominasz bardzo mocno chwyta mnie za serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zdecydowanie jest coś, czego w książkach szukam :)

      Usuń
  3. Ta cecha Alice, o której piszesz na początku – szukanie w drugim człowieku tego, co niewidoczne na pierwszy rzut oka – idealnie rezonuje z tym, jak sama odebrałaś tę książkę i jak o niej napisałaś. Cudownie się czyta recenzje, w których widać tak czystą, autentyczną radość z lektury i to piękne opóźnianie ostatnich stron, żeby tylko nie wychodzić z tego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agnieszko, to wiele dla mnie znaczy, że tak to moje pisanie odbierasz ♥

      Usuń
  4. Muszę poznać autorkę, bo mam jej "Beach read".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie właśnie od "Beach read" zaczęła się przygoda z jej książkami :) Miło wspominam!

      Usuń
  5. Chyba każdy z nas chciałby mieć taka przyjaciółkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, mieć obok siebie taką pozytywnie nastawioną osobę, która potrafi słuchać i nie ocenia to skarb ♥

      Usuń
  6. Bardzo piękna i pełna ciepła recenzja! ❤️ Najbardziej podoba mi się to, że pokazujesz, iż ta książka zadziałała na Ciebie nie tylko jako romans, ale przede wszystkim jako opowieść o ludziach, ich emocjach, bagażu doświadczeń i potrzebie bycia naprawdę zauważonym. Opis Alice od razu sprawia, że chce się ją poznać, a Twoje słowa o tym, że chciałabyś mieć taką przyjaciółkę obok siebie, świetnie oddają jej wyjątkowość.

    I chyba właśnie ta szczerość w zachwycie jest tutaj najpiękniejsza — nie musisz udowadniać, że książka jest przełomowa, skoro dała Ci coś równie ważnego: czystą przyjemność z czytania, przywiązanie do bohaterów i kilka chwil prawdziwej refleksji. ❤️ "Pracuj, działaj, miej nadzieję" brzmi jak idealne podsumowanie tego, co zostaje po tej historii.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie mam takie podejście, że nie ma jednej "prawdy" o tym, jaka dana książka jest, bo moim zdaniem bardziej liczy się to jakie w kimś budzi (lub nie) emocje :)

      Usuń

Zapraszam do dyskusji i dziękuję za każde pozostawione słowo :)

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy