Dziewczyna z tatuażem, reż. David Fincher, 2011


Dziewczyna z tatuażem, reż. David Fincher, 2011

Kiedy o tym myślę, to zdaję sobie sprawę, że podeszłam do „Dziewczyny z tatuażem” w reżyserii Davida Finchera (znanego mi między innymi z filmu „Azyl” i „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”) bez wielkich oczekiwań. Nie wiem z czego to wynikało, ale potraktowałam seans trochę jak ciekawostkę i nie miałam zamiaru przeżywać, że coś się nie zgadza z książkową wersją tej historii, którą w „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” przedstawił Stieg Larsson. Może nie chciałam się po prostu rozczarować, stąd ten początkowy dystans, który – jak się okazało – był zupełnie niepotrzebny. Film, mimo pewnych zastrzeżeń (muszę trochę po marudzić, po prostu muszę), przypadł mi do gustu.

Właśnie zakończył się proces o zniesławienie, w którym dziennikarska reputacja Mikaela mocno ucierpiała. Postanawia usunąć się w cień, a przyjęcie zlecenia od wiekowego i bogatego przedsiębiorcy staje się dobrym rozwiązaniem. Tym bardziej, że sprawa jest dosyć intrygująca – wiele lat temu wnuczka Henrika Vagnera zniknęła bez śladu – starszy pan jest przekonany, że zabił ją ktoś z rodziny i osoba ta co roku mu o tym przypomina, wysyłając w ramce zasuszone rośliny. Prawie wszyscy podejrzani mieszkają blisko siebie, a Mikael ma pod pozorem pisania biografii przejrzeć zgromadzone materiały, pobudzić wspomnienia i spróbować znaleźć to, co kryją wydarzenia z przeszłości, a co z jakiegoś powodu wciąż pozostaje w cieniu.

Czytaj dalej

Donato Carrisi – Trybunał dusz


Donato Carrisi, Trybunał dusz [Il tribunale delle anime], tłum. Jan Jackowicz, Albatros, 2017,496 stron. 
Cykl: Marcus, tom 1.

Świetna, świetna i jeszcze raz świetna! Wiem, że może to niewiele mówi o książce, a jednak mówi bardzo dużo. To słowo bowiem towarzyszyło mi właściwie już od pierwszych stron i aż do końca nie zbladło w obliczu tego, co w „Trybunale dusz” zaserwował mi Donato Carrisi.

Mężczyzna, do którego przyjechała karetka to prawdopodobnie seryjny morderca, na co wskazują pamiątki po ofiarach znajdujące się w jego domu. Monica – członek zespołu ratunkowego – od razu kojarzy fakty, bo jedną z zabitych kobiet była jej siostra. Pracująca w Mediolanie policjantka Sandra Vega nie do końca radzi sobie po śmierci swojego męża – jako fotoreporter był narażony na różne niebezpieczeństwa, ale oficjalnie jego śmierć była nieszczęśliwym wypadkiem. Oczywiście dopóki kobieta nie zacznie bardziej drążyć tematu. Marcus nie pamięta swojej przeszłości i ma tylko pewne przebłyski z wydarzeń, które sprawiły, że był o krok od śmierci. U boku ma jednak kogoś, kto pomoże mu wrócić do swojego życia -  watykańskiego penitencjariusza – członka pewnej organizacji, która od wielu wieków bada zło i niejednokrotnie sprawia, że winny ponosi za nie odpowiedzialność. Teraz Marcus musi odkryć co stało się ze studentką Larą, która nagle zniknęła. Wszystko wskazuje na to, że ze sprawą związany jest wspomniany wcześniej seryjny morderca. Problem w tym, że leży on w śpiączce i nikomu zbyt wiele nie powie.

Czytaj dalej

Halszka Opfer – Monidło. Życie po Kato-tacie


Halszka Opfer, Monidło. Życie po Kato-tacie, Czarna Owca, 2017, 224 strony.

„Monidło. Życie po Kato-tacie” to pozycja, którą wcale nie czyta się łatwiej przez to, że zna się już przeżycia autorki z jej wcześniejszej książki – „Kato-tata. Nie-pamiętnik”. Pod pewnymi względami jest nawet trudniej, bo jeśli miało się nadzieję, że w dorosłym życiu los Halszki Opfer wreszcie się odmienił, to czeka tam jedynie gorzkie rozczarowanie.

Czytaj dalej

Patrick Ness – Siedem minut po północy


Patrick Ness, Siedem minut po północy [A Monster Calls], tłum. Marcin Kiszela, Papierowy Księżyc, 2016, 210 stron.

Conor nie znajduje ukojenia ani we śnie, ani na jawie. Dręczy go koszmar, o którym nie chce myśleć i mówić, ale który uparcie wraca i wzbudza w nim przerażenie. Gdy siedem minut po północy spotyka się oko w oko z innym potworem – cisem przed jego domem, który ożył i coś od niego chce - wcale się go nie boi. 13-letni chłopiec musi się ostatnio mierzyć z rzeczami, które wywołują w nim większy strach, a poza sennymi marami największe wyzwanie stanowi codzienność z chorą na raka mamą.

Patrick Ness stworzył historię, na którą pomysł pojawił się w głowie Siobhan Dowd. Niestety, śmierć będąca konsekwencją choroby nie pozwoliła jej go zrealizować. Autor poprowadził Conora przez niesamowicie trudne chwile w taki sposób, że intryguje nie tylko ciekawa fabuła, ale przede wszystkim uderzają w czytelnika emocje. Nie są one jednak przerysowane i przez większą część powieści nie czułam się nimi przytłoczona. Po drodze powoli się kumulowały, by na samym końcu naprawdę porządnie dać o sobie znać.

Czytaj dalej

Juan José Millás - Z cienia


Juan José Millás, Z cienia [Desde la sombra], tłum. Karolina Jaszecka, Czarna Owca, 2017, 206 stron.

„Z cienia” to taka książka, którą nie do końca wiadomo jak ugryźć, jak opisać i ocenić, a przynajmniej ja mam z tym spory problem. Jednocześnie zawsze doceniam takie pozycje, bo wyrywają mnie ze strefy komfortu, w pewien sposób drażnią i nie dają się łatwo zaszufladkować.

Damián po wielu latach stracił pracę i chociaż finansowo jakoś sobie radzi, to niespecjalnie wie co robić ze swoim życiem. Niespodziewanie dokonuje drobnej kradzieży i uciekając przed ochroniarzem chowa się w starej szafie. Ukryty w niej trafia do domu pewnej rodziny i postanawia zostać obserwatorem ich codzienności – pomocny, ale niewidzialny niczym duch.

Czytaj dalej

John Grisham – Demaskator


John Grisham, Demaskator [The Whistler], tłum. Andrzej Szulc, Anna Dobrzańska, Albatros, 2017, 415 stron.

Powiedzmy to sobie od razu – John Grisham nie miał ze mną łatwo. Długo odwlekałam pierwsze spotkanie, często zwodziłam półsłówkami, że w tym miesiącu to już na pewno, że cały czas o nim pamiętam. Ciągle jednak pojawiał się ktoś po drodze – a to Stieg Larsson, innym razem Håkan Nesser, a w któryś piątek, niedzielę czy środę po raz kolejny Stephen King. Kiedy wreszcie znalazłam dla Johna Grishama czas, zdążyłam już – nie sposób tego ukrywać – dosyć wysoko postawić mu poprzeczkę. Pewnie dlatego „Demaskator” nie okazał się dla mnie w pełni satysfakcjonujący, mimo że to niezła powieść.

Tam, gdzie prawo powinno stać po stronie prawdy, a sprawiedliwość być nadrzędną wartością, mnóstwo jest zakłamania i hipokryzji. Członkowie Komisji Dyscyplinarnej Sędziów doskonale wiedzą, że sądy nie są wolne od nieetycznej, a nawet przestępczej działalności, bo od lat odsuwają od pełnionych funkcji ludzi, którzy zaczęli dbać przede wszystkim o swój własny interes. Lacy i Hugo właśnie stają przed kolejnym wyzwaniem w swojej karierze – spotykają się z mężczyzną, który chce wnieść skargę przeciwko sędzi Camilli McDover. Kobieta od wielu lat przyjmuje łapówki w zamian za korzystne wyroki, a nawet skazała niewinnego człowieka za morderstwa, których nie popełnił. Tak przynajmniej twierdzi Greg Myers, ale kto wie na ile można mu ufać? Facet ma kontakt z osobą, która zna informatora, ale cała ta sprawa wydaje się mocno podejrzana. I jak się z czasem okaże – zdecydowanie niebezpieczna.

Czytaj dalej

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Wojciech Chmielarz – Koma


Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Wojciech Chmielarz – Koma, Wydawnictwo Filia, 2017, 332 strony.

Jest w książce „Koma” Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak i Wojciecha Chmielarza śpiączka dosłowna, ale jest też ta metaforyczna. Gdy mija ci dzień za dniem, a żaden z nich nie wywołuje szybszego bicia serca, gdy odhaczasz zadania do zrobienia i ciągle gdzieś pędzisz, a postawione cele wydają się błahe i niewiele znaczące, gdy trwasz z poczucia obowiązku i dobierasz odpowiednią do okazji maskę, mimo że nie ma tobie autentycznej radości – czy rzeczywiście żyjesz?

Ewa trafia do szpitala i wszystko wskazuje na to, że próbowała popełnić samobójstwo. Śpiączka zdaje się być ucieczką, bo nie musi kontaktować się ze światem, a jednak czytelnik ma dostęp do jej myśli i wspomnień. Pani burmistrz – ta twarda babka, która potrafiła załatwić wszystko, chociaż nie zawsze w interesie mieszkańców, ale często swoim własnym – miałaby targnąć się na swoje życie? Kobieta sukcesu, szczęśliwa żona – ile w tym prawdy, a ile pozorów? W tym samym czasie na komendę policji zgłasza się matka maturzysty, który nagle zniknął. Mógł wyjechać, zabalować (przecież dzień wcześniej był na imprezie), zostać na noc u jakiejś dziewczyny – mimo to są osoby, którym żaden z tych scenariuszy nie pasuje do Karola. Ale czy w ogóle go znali – tak naprawdę?

Czytaj dalej

Plany czytelnicze kwiecień/maj 2017

Zatracam się w kolejnych historiach i spędzam mnóstwo czasu z książkowymi bohaterami. W najbliższym czasie mam zamiar poszukać mocnych wrażeń i intrygujących osobowości w poniższych tytułach.



Juan José Millás - Z cienia. Mężczyzna ukryty w szafie i przyglądający się nieznajomym? Brzmi intrygująco. Mam nadzieję nie tylko na niecodzienną fabułę, ale przede wszystkim ciekawe refleksje o życiu, marzeniach, rodzinie.

John Grisham - Demaskator. To będzie moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem, a przynajmniej tak mi się wydaje. Być może czytałam coś lata temu, ale pewności nie mam.

Czytaj dalej

Lisa Genova – Sekret O’Brienów


Lisa Genova, Sekret O’Brienów [Inside the O'Briens], tłum. Joanna Dziubińska, Filia, 446 stron.

„Sekret O’Brienów” to moje czwarte spotkanie z Lisą Genovą, a chociaż do tej pory ani razu się na autorce nie zawiodłam, to jej ostatnia książka dosyć długo czekała na swoją kolej. Przeczytałam, a teraz nawet trochę mi przykro, że na razie to już wszystkie powieści w dorobku autorki, bo jej twórczość jest dla mnie gwarancją zaczytania się ważnej i poruszającej historii.

Joe jest w pełni oddany swojej pracy bostońskiego policjanta. Wierzy w to, co robi i z pasją realizuje się każdego dnia. Oczywiście, że są i ciemne strony zawodu, który wykonuje (nawet całkiem sporo), ale tak naprawdę nie zamieniłby go na żaden inny. Ma kochającą żonę Rosie, czwórkę dzieci i z powodzeniem może nazwać się szczęśliwym człowiekiem. Od pewnego czasu bywa drażliwy, czasami coś mu wypadnie z rąk czy potknie się na ulicy, ale komu to się nie zdarza? Stres, dużo obowiązków, dawne problemy z kolanem – łatwo mu znaleźć przyczynę wielu z pozoru błahych zdarzeń. Do czasu aż nie będzie już w stanie ich bagatelizować, a badania ujawnia straszną prawdę – chorobę Huntingtona.

Czytaj dalej

Bruno Kadyna – Metalowa Dolna



Bruno Kadyna, Metalowa Dolna, Filologos, 2015, 110 stron.

Metalowa Dolna” nie przyciąga uwagi okładką, ale ten fragment piwnicznej siłowni, który na niej widać, dobrze koresponduje z tym, co w tej książce można znaleźć. Trudno było mi sobie wprawdzie wyobrazić, że można postawić na takie miejsce wydarzeń, ale wbrew pozorom całkiem sporo niecodziennych rzeczy będzie się tam działo.

Nie byłam pewna czego się po tej historii spodziewać, a sięgnęłam po nią głównie ze względu na kilka pozytywnych blogowych opinii. Pierwsze kilkanaście stron sprawiło jednak, że zwątpiłam czy odnajdę coś dla siebie w debiutanckim opowiadaniu, które stworzył Bruno Kadyna. Każdy rozdział to kolejny trening głównego bohatera i obawiałam się, że całość skupi się tylko na sekwencjach ćwiczeń okraszonych mniej lub bardziej ważkimi przemyśleniami. Autorowi udało się jednak mnie zaskoczyć i przyznaję, że chociaż wielkiego poruszenia całość nie wywołała, to pomysł doceniam. 

Czytaj dalej

Mark Helprin – Zimowa opowieść


Mark Helprin, Zimowa opowieść [Winter's Tale], tłum. Maciej Płaza, Joanna Dziubińska, Wydawnictwo Otwarte, 2014, 692 strony.

Ileż jest we mnie sprzeczności, gdy myślę o niedawno przeczytanej książce Marka Helprina i to wcale nie dlatego, że pojawiła się wiosna, a ja piszę o „Zimowej opowieści”. Przepięknie opowiedziana historia, która potrafiła mnie totalnie oczarować i zamknąć w swoim świecie, a jednocześnie sprawiła, że momentami czułam się nieco znużona i zastanawiałam się czy to wszystko nie jest przypadkiem przerostem formy nad treścią.

Peter Lake wciąż ucieka. Gang do którego kiedyś należał i stojący na jego czele Pearly Soames zrobią wszystko, by go dopaść i zdecydowanie nie mają zamiaru zostawić go przy życiu. W czasie jednego ze starć główny bohater trafia na niezwykłego białego konia i fakt, że ten właściwie potrafi unosić się nad ziemią, jest przedsmakiem całego ogromu niezwykłości, które jeszcze mają się w tej opowieści wydarzyć. Pojawi się niespodziewanie miłość do Beverly – chorej na gruźlicę córki właściciela posiadłości, którą Peter planował obrabować, ale ten wątek to tylko jeden z licznych akordów w pełnej dźwięków, barw i magii książce.

Czytaj dalej

Stieg Larsson – Dziewczyna, która igrała z ogniem


Stieg Larsson, Dziewczyna, która igrała z ogniem [Flickan som lekte med elden], tłum. Paulina Rosińska, Czarna Owca, 2015, 700 stron.
Cykl: Millennium, tom 2.

Wiele z tego, co napisałam po lekturze pierwszej części serii Millennium, czyli „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” mogłabym z powodzeniem odnieść do „Dziewczyny, która igrała z ogniem”. Trzeba uzbroić się w cierpliwość w oczekiwaniu na znaczące przyspieszenie akcji (a tutaj trwa to jeszcze dłużej), ale po raz kolejny przekonałam się, że wcale mi to nie przeszkadza. Prawdę mówiąc jestem pod coraz większym wrażeniem prozy Stiega Larssona i tym razem nawet przez chwilę nie czułam się znużona. Jest coś takiego w stylu szwedzkiego pisarza (a odczucia mam podobne również w przypadku  niektórych długo rozkręcających się książek Stephena Kinga), że całkowicie zaczytuję się w tworzonej przez niego historii i robię to z ogromną przyjemnością. „Dziewczyna, która igrała z ogniem” to kilkaset stron świetnej lektury i gdybym tylko mogła, pewnie w ogóle bym się od niej nie odrywała.

Czytaj dalej

Share Week 2017 | Dawka inspiracji


Share Week to autorski projekt Andrzeja Tucholskiego, w którym chodzi o to, by twórcy polecali twórców, dzieląc się w ten sposób tym, co ich inspiruje i porusza. Proste, prawda? Idea zdecydowanie zacna i edycji było już kilka, a w tegorocznej i ja postanowiłam dorzucić swój głos.

Zgodnie z założeniem, typów, o których należy napisać u siebie i następnie dopisać do specjalnego formularza ma być 3. Zadanie szalenie trudne, bo odwiedzam całe mnóstwo inspirujących blogów książkowych i każdy z nich w jakiś sposób na mnie wpływa, pokazując jak pięknie można pisać o literaturze i jaki ogrom miłości do książek się w blogosferze kryje. W tym roku chciałabym jednak w szczególny sposób wyróżnić:

Czytaj dalej

Aleksander Puszkin – Córka kapitana. Dama pikowa


Aleksander Puszkin – Córka kapitana. Dama pikowa [Kapitanskaja Doczka. Pikowaja dama], tłum. Tadeusz Stępniewski, Seweryn Pollak, Książka i Wiedza, 1989, 224 strony.

Coraz bardziej lubię te moje spotkania z literaturą starszą i być może nieco zapomnianą, bo mimo że nie zawsze towarzyszą temu wielkie emocje i zachwyt, to mam takie miłe poczucie, że odrywam się od tego, co czytam zdecydowanie częściej i dzięki temu daję szansę, by historia zamknięta między zazwyczaj już pożółkłymi kartkami przynajmniej na chwilę ożyła na nowo. Tym razem w ręce wpadła mi proza rosyjskiego pisarza Aleksandra Puszkina i jego dwa utwory  - „Córka kapitana” i „Dama pikowa” – wydane w jednej książce.

Czytaj dalej

Still Alice, reż. Richard Glatzer, Wash Westmoreland, 2014


Still Alice, reż. Richard Glatzer, Wash Westmoreland, 2014

Nie przywiązałam się do Alice z filmu Richarda Glatzera  i Washa Westmorelanda tak mocno, jak do Alice z książki „Motyl” Lisy Genovy, bo tym razem potrafiłam patrzeć na jej zmagania z pewnej odległości, nieco z boku. Mimo to w czasie seansu nie zabrakło emocji, a produkcję uważam za naprawdę udaną – nieprzesadzoną, oszczędną i dobrze pokazującą walkę o siebie i swoje wspomnienia.

Alice Howland w jednej chwili świętuje swoje urodziny, a niedługo później słyszy od lekarza coś, czego zdecydowanie się nie spodziewała – Alzhaimer o wczesnym początku. Wprawdzie zaczęła zauważać, że zapomina pewne rzeczy, czasem nie potrafi znaleźć w głowie odpowiednich słów i zdarzyło jej się stracić orientację w miejscu, które zna, ale przecież ma jeszcze tyle życia przed sobą, tyle planów. Nawet nie wie, jak szybko choroba zacznie ją pozbawiać tego, na co tak ciężko pracowała i co tak bardzo kocha.

Czytaj dalej

Maja Wolny – Księgobójca


Maja Wolny, Księgobójca, Czarna Owca, 2017, 336 stron.

Maja Wolny zdecydowanie potrafi pisać, a jej styl jest tym, co urzekło mnie w „Księgobójcy” najbardziej. Wspominam o tym na samym początku, bo stanowi to przeciwwagę dla faktu, że pod względem fabularnym nie zachwyciłam się nią tak do końca. Trafne refleksje i mądre operowanie słowem wysuwa się jednak mimo wszystko na pierwsze miejsce, bo z czytania czerpałam naprawdę dużą przyjemność.

Wiktor od lat prowadzi księgarnię w Amsterdamie, ale w gruncie rzeczy sprzedawanie książek nigdy nie szło mu najlepiej. Każdy tytuł obdarza uwagą oraz miłością i prawdę mówiąc ciężko mu się z którymkolwiek rozstać (doskonale to rozumiem!). Nie pomaga też fakt, że w swojej ofercie nie ma chodliwych bestsellerów, na które mogłoby się skusić wiele osób z nieprzerwanego strumienia turystów i mieszkańców. Ale mężczyzna tak naprawdę nie bardzo się tym przejmuje i jest szczęśliwy, gdy jakiś egzemplarz trafi w ręce potrafiące docenić wartość literatury. Poza tymi momentami ożywia się jeszcze tylko wtedy, gdy ma okazję spotkać Mariannę – kobietę, która przez lata gościła w jego myślach, mimo że dla niej zawsze pozostawał po prostu miłym właścicielem ulubionej księgarni, który tak jak ona pochodzi z Polski i z którym czasami zamieniła kilka słów. Oboje odegrają w tej historii ważną rolę, ale nie będzie to tak naprawdę opowieść o niespełnionej miłości. Nie będzie to również pełnokrwisty kryminał, chociaż pewien mężczyzna, którego oboje znali właśnie został znaleziony martwy i rozpoczęło się śledztwo.

Czytaj dalej

Jane L. Rosen – Dziewięć kobiet, jedna sukienka


Jane L. Rosen, Dziewięć kobiet, jedna sukienka [The nine lives and the little black dress], tłum. Agata Ostrowska, Czarna Owca, 2017, 315 stron.

Jestem w myślach (a więc za chwilę i w tym tekście) nieco pobłażliwa wobec powieści „Dziewięć kobiet, jedna sukienka”. Wcale nie dlatego, że ta okładkowa sukienka zrobiona jest z takiego miłego pluszu, który można pomiziać. Jane L. Rose trafiła po prostu w taki moment, gdy po naprawdę ciężkim książkowym spotkaniu (Halszka Opfer - Kato-tata. Nie-pamiętnik) potrzebowałam czegoś totalnie lekkiego i niewymagającego. I dokładnie to otrzymałam.

Błysk fleszy na pokazie mody w Nowym Jorku mógłby całkowicie oślepić niedoświadczoną Sally, ale w istocie to wydarzenie będzie dla niej pierwszym (trochę chybotliwym, ale jednak) krokiem ku karierze. Sukienka, którą ma na sobie stanie się hitem sezonu i odmieni życie jeszcze kilku innych kobiet, chociaż dokona się to w zupełnie innych okolicznościach.

Czytaj dalej

Halszka Opfer – Kato-tata. Nie-pamiętnik


Halszka Opfer, Kato-tata. Nie-pamiętnik, Czarna Owca, 2017, 198 stron.

„Kato-tata. Nie-pamiętnik” to taka książka, przy której właściwie przez cały czas czuje się w środku jakiś wewnętrzny bunt, że takie rzeczy się zdarzają. Chciałoby się – niechby to było na ostatniej nawet stronie, w ostatnim zdaniu – przeczytać, że to wszystko jest fikcją. Niestety takiego katalizatora dla ogromu emocji jakie wywołuje historia Halszki Opfer zwyczajnie nie ma.

Czytaj dalej

Aleksy Konstantynowicz Tołstoj – Upiór


Aleksy Konstantynowicz Tołstoj, Upiór [Upyr'], tłum. Tadeusz Chróścielewski, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1978, 122 strony.

Runiewski nie spodziewał się, że pewien bal stanie się dla niego preludium do niecodziennych i budzących dreszcz niepokoju wydarzeń. Gdy jeden z gości oznajmia mu jakby nigdy nic, że dookoła znajdują się upiory, to coś musi być na rzeczy. Albo rzeczywiście wampiry świetnie się maskują i właśnie upatrują kolejne ofiary albo z głową jegomościa zwanego Rybarenką nie jest już najlepiej i wyobraźnia płata mu figle. Obie wersje są całkiem prawdopodobne, chociaż ta druga mocniej przemawia do głównego bohatera. Ziarno niepewności zostało już jednak zasiane, a wizyta w posiadłości domniemanych upiorów być może rzuci na wszystko nieco światła.

Czytaj dalej

Mariana Enriquez – To, co utraciłyśmy w ogniu


 Mariana Enriquez, To, co utraciłyśmy w ogniu [Las cosas que perdimos en el fuego], tłum. Marta Jordan, Czarna Owca, 2017, 232 strony.

„To, co utraciłyśmy w ogniu” drażni umysł, uczepia się myśli, pobudza wyobraźnię (mimo że w wielu przypadkach wcale nie chce się mieć w głowie obrazów, które się pojawiają), nie pozostawia obojętnym. Chwilami odpycha, ale jednocześnie nie pozwala się od siebie uwolnić. Zaskakuje i budzi niepokój. To zbiór opowiadań, który wydawał mi się bardzo niepozorny, ale im więcej odsłon argentyńskiej (nie)rzeczywistości poznawałam, tym mocniej na mnie działał. Nie wszystkie historie zrobiły na mnie wrażenie, ale większość z nich ma w sobie coś na tyle złowrogiego, że wywołuje dreszcz albo przynajmniej nieprzyjemnie (choć literacko stan ten uznaję za pożądany) dotyka. Trochę jak czyjaś ręka, którą w ciemności chciałoby się od razu strącić, a jednocześnie w odrętwieniu nie sposób wykonać jakikolwiek ruch.

Czytaj dalej

Harlan Coben – Już mnie nie oszukasz


Harlan Coben, Już mnie nie oszukasz [Fool me once], tłum. Robert Walić, Albatros, 2017, 416 stron.

Harlan Coben jak zwykle zapewnił mi kilka godzin wciągającej rozrywki. Było morderstwo, było napięcie i było zaskakujące zakończenie. Jeden z tych elementów leciutko mnie gryzł po zakończonej lekturze i ciągle się nad nim zastanawiam, ale nie zmienia to faktu, że autorowi „Już mnie nie oszukasz” z pewnością należy się uznanie za stworzenie kolejnej świetnej powieści.

Maya właśnie pochowała męża. Joe zginął od trzech strzałów w trakcie napadu rabunkowego, który wymknął się oprawcom spod kontroli. Kobieta była z nim wtedy w parku, ale nie zdołała go uratować – gdy zaczęła uciekać i wołać o pomoc trzecia kula dosięgła jego głowy. Kilka miesięcy wcześniej ktoś zabił jej siostrę i wydaje się jakby śmierć podążała za nią krok w krok. Mogłaby uciec w pracę, ale służba w wojsku, która więcej mówiła o niej niż cokolwiek innego, zakończyła się wraz z ujawnieniem nagrania z jednej z jej misji. W pionie trzyma ją odpowiedzialność za dwuletnią córeczkę i wrażenie, że właśnie teraz musi być silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Tym bardziej, że jakiś czas po pogrzebie na nagraniu z kamery umieszczonej w domu widzi swojego zmarłego męża…

Czytaj dalej

Elizabeth Adler – Sekret willi Romantica


Elizabeth Adler,  Sekret willi Romantica [Charmers], tłum. Adrian Tomczyk, Wydawnictwo Filia, 2017, 383 strony.

Wiedziałam, że „Sekret willi Romantica” nie będzie raczej książką, która zmienia spojrzenie na świat, wstrząsa do głębi i zaskakuje fabułą. Nie miałam wobec niej wygórowanych oczekiwań – chciałam zwyczajnie odprężyć się przy miłej i niewymagającej lekturze. Nie sięgam po takie tytuły zbyt często, ale czasami przyjemnie jest poddać się może trochę przewidywalnej, ale ujmującej historii. Problem w tym, że Elizabeth Adler napisała powieść, która ma tyle niedostatków, że radości z czytania miałam przy niej naprawdę niewiele.

Mirabella odziedziczyła willę Romantica po swojej ciotce Jolly, która zakończyła życie nagle – z nożem w plecach. Spadkobierczyni wyrusza w podróż, by zamieszkać w swoim nowym domu i poznać tajemnice, które ten niewątpliwie skrywa. Lata temu mieszkała tu Jerusha – kobieta, dla której willa została zbudowana. Czy rzeczywiście była morderczynią? Pytań o bliższą i dalszą przeszłość będzie sporo, a główna bohaterka będzie się musiała też mierzyć z teraźniejszością, w której ktoś ewidentnie czyha na jej życie. Nie będzie jednak sama, bo w pociągu poznaje Verity (dziewczyna uciekła właśnie od męża oszusta) i trochę z litości zaprasza ją do swojej posiadłości.

Czytaj dalej

Lily Brooks-Dalton – Dzień dobry, północy


Lily Brooks-Dalton – Dzień dobry, północy [Good Morning, midnight], tłum. Magdalena Słysz, Czarna Owca, 2017, 272 strony.

„Dzień dobry, północy” nie zabolała mnie tak, jak myślałam, że to zrobi. Spodziewałam się tego po książce, w której tak wiele jest samotności, analizowania przeszłości i przyglądania się nie tylko gwiazdom, ale i swojemu życiu. Nie ścisnęła mi serca na tyle mocno, żebym mogła się nią całkowicie zachwycić, ale może po prostu inne rzeczy ściskają mi je bardziej. Nie oznacza to jednak, że powieść stworzona przez Lily Brooks-Dalton nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia – jestem bowiem pewna, że zapamiętam ją na dłużej.

Czytaj dalej

Jane Harper – Susza


Jane Harper, Susza [The Dry], tłum. Magdalena Nowak, Czarna Owca, 2017, 376 stron.

Kiedy sięgałam po debiutancką książkę Jane Harper, nie miałam jakichś szczególnych przeczuć. Wystarczyło jednak kilkadziesiąt stron lektury i mój apetyt na naprawdę ciekawą historię zaczął rosnąć. Małe miasteczko, w którym wszyscy się znają, ale wcale nie oznacza to, że darzą się bezwarunkową sympatią, intrygujący klimat powieści - upał i trwająca drugi rok susza dająca się wszystkim we znaki oraz morderstwo, które wstrząsnęło niewielką społecznością australijskiej Kiewarry. Luke zabił najpierw swoją żonę, a później kilkuletniego syna. Następnie odjechał kilka kilometrów od swojej farmy i użył strzelby po raz trzeci – kierując jej lufę w swoją głowę.  

Czytaj dalej

Dominika van Eijkelenborg – Kiedy będziemy deszczem


Dominika van Eijkelenborg, Kiedy będziemy deszczem, Wydawnictwo Kobiece, 2017, 431 stron.

„Kiedy będziemy deszczem” to książka, której daleko jest do trzymającego w napięciu thrillera i zdecydowanie uważam, że przedstawianie jej w ten sposób działa jedynie na niekorzyść i jest przyczyną rozczarowań. Wiem, że sama czułabym ogromny niedosyt, gdybym czekała na dreszcz niepokoju pożądany przy tego typu pozycjach i nie dziwię się, że tak nastawionym czytelnikom ta historia może nie przypaść do gustu. Tym bardziej cieszę się, że przed lekturą miałam okazję zapoznać się z kilkoma opiniami, dzięki którym zdałam sobie sprawę czego mogę się spodziewać. Historii stworzonej przez Dominikę van Eijkelenborg bliżej do powieści psychologicznej, w której początkowe wydarzenia wcale nie są preludium do skupienia się na poszukiwaniu sprawcy, lecz pretekstem, by lepiej poznać emocje targające główną bohaterką.

Inga znika. Holenderskie miasteczko, w którym mieszka razem z mężem i dwójką dzieci, to stosunkowo niewielka przestrzeń, a jednak kobieta i jej pies rozpłynęli się w powietrzu. Policja szybko dociera do korespondencji mailowej, z której wynika, że nie była zadowolona ze swojego życia i miała romans. Czy rzeczywiście mogła uciec z kochankiem? Mężowi trudno jest w to uwierzyć, ale przecież w ostatnim czasie tak naprawdę jej nie zauważał, wpatrzony nieustannie w ekran laptopa i telefonu.

Czytaj dalej

Mark Twain – Przygody Tomka Sawyera


Mark Twain, Przygody Tomka Sawyera [The Adventures of Tom Sawyer], tłum. Marceli Tarnowski, Bellona, 2014, 284 strony.

Wygląda na to, że ciągnie mnie ostatnio do książek, w których dominuje dziecięca perspektywa. Niedawno patrzyłam na świat oczami kilkuletniego Andersa z powieści Sigurda Hoela „Droga na kraniec świata”, a tym razem miałam okazję sprawdzić, jakie przygody przeżywał Tomek Sawyer w historii stworzonej przez Marka Twaina.

Bardzo się starałam sobie przypomnieć, ale przez dłuższy czas naprawdę nie miałam pewności, czy czytałam wcześniej „Przygody Tomka Sawyera”. To dziwne, bo znałam tego bohatera, a gdy o nim myślałam przed niedawną lekturą, to od razu miałam w głowie scenę z malowaniem płotu. Problem w tym, że nie wiedziałam czy ten obraz nie utrwalił mi się ze względu na teatralną sztukę, którą kiedyś w dziecięcych latach widziałam, a która zapadła mi w pamięć również dlatego, że była – z tego co kojarzę - moim pierwszym zetknięciem z teatrem. Sprawdziłam jeszcze jeden trop – czytałam jakieś dwa lata temu inną książkę autora – „Pamiętnik Adama i Ewy” i okazało się, że w swoich wrażeniach z lektury wspominam o tym, że „Przygody Tomka Sawyera” znam. Sprawa się wyjaśniła, ale wygląda na to, że to był dobry pomysł, by sobie ten tytuł przypomnieć.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Zabójstwo Rogera Ackroyda


Agatha Christie, Zabójstwo Rogera Ackroyda [The Murder of Roger Ackroyd], tłum. Jan Zakrzewski, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015, 270 stron.

Kiedy w zbiorze powiązanych ze sobą opowiadań „Dwanaście spraw Herkulesa” jeden z moich ulubionych książkowych detektywów Herkules Poirot wspominał, że zamierza zrezygnować z badania zbrodni i zabrać się za uprawę dyni – nie wierzyłam i nawet trochę się z tego pomysłu śmiałam. A jednak stało się! Wąsaty Belg pojawił się w King’s Abbot i nie chwaląc się za bardzo sąsiadom kim naprawdę jest i czym się zajmował, zajął się swoim ogródkiem. Sprawa do rozwiązania znalazła go jednak sama i myślę, że wcale nie było mu z tego powodu specjalnie przykro. Przecież nawet najbardziej okazała dynia nie może się równać z zagadkowym morderstwem.

Czytaj dalej

Randall Munroe – Tłumacz rzeczy. Złożone sprawy w prostych słowach


Randall Munroe – Tłumacz rzeczy. Złożone sprawy w prostych słowach [Thing explainer: complicated stuff in simple words], tłum. Jeremi K. Ochab, Czarna Owca, 2016, 61 stron.

Tak naprawdę ten tekst miał być zupełnie inny. Chciałam napisać go używając tylko i wyłącznie słów z listy tysiąca (czyli dziesięciu setek) najpopularniejszych, które zawarte zostały w książce „Tłumacz rzeczy”. Podobne zadanie postawił przed sobą Randall Munroe i po moich kilku średnio udanych próbach wiem, że to naprawdę spore wyzwanie. A przecież autor objaśnia rzeczy, które aż się proszą o użycie specjalistycznych określeń, a ja chciałam tylko opisać swoje wrażenia po lekturze. Stanęło więc na tym, że początkowy pomysł zarzuciłam, ale z jeszcze większym uznaniem popatrzyłam na pracę, jaką włożył w swoją publikację amerykański twórca.

Czytaj dalej

Sigurd Hoel – Droga na kraniec świata


Sigurd Hoel, Droga na kraniec świata [Veien til verdens ende], tłum. Beata Hłasko, Wydawnictwo Poznańskie, 1976, 275 stron.

Wprawdzie nie wiedziałam czego się spodziewać po książce norweskiego pisarza Sigurda Hoela „Droga na kraniec świata”, ale tytuł w połączeniu ze statkiem na okładce sprawił, że od razu pomyślałam o podróżach i powieści marynistycznej. Szybko okazało się, że moje przypuszczenia są bardzo dalekie od prawdy, bo chociaż pojawi się na chwilę jakaś łódka (a ta okładkowa to znak rozpoznawczy Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich, o czym przekonałam się później), to tak naprawdę przez cały czas – przynajmniej w sensie geograficznym – zostaniemy na tej samej, stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Podróż jednak będzie, ale taka, którą ma okazję doświadczyć każdy z nas – dorastanie.

Niewielki dworek, który bardziej przypomina wiejską posiadłość, jest całym światem dla małego Andersa. Cóż, gdy ma się mniej niż pięć lat, wtedy kraniec świata wydaje się być tuż za drogą, gdzie wzrok już nie bardzo sięga, ale gdzie dociera dziecięca wyobraźnia. W gruncie rzeczy jednak liczy się tak naprawdę tylko to, co tu i teraz – przecież w domu i dookoła niego jest tyle rzeczy do odkrycia. Czasami ekscytujących, innym razem trochę strasznych, bo kto by się nie bał różnych dziwnych cieni, gdyby był jeszcze bardzo małym chłopcem. Wprawdzie dorośli mówią Andersowi, że kiedyś będzie taki duży jak oni, ale on tak nie do końca w to wierzy. Dopiero z czasem zrozumie, że czas to takie dziwne zjawisko i patrzy się na niego zupełnie inaczej, kiedy zaczyna się dorastać.

Czytaj dalej

Yann Martel – Wysokie Góry Portugalii


Yann Martel, Wysokie Góry Portugalii [The High Mountains of Portugal], tłum. Paweł Lipszyc, Albatros, 2017, 318 stron.

„Wysokie góry Portugalii” to książka, w której z jednej strony dosyć łatwo się odnaleźć, a z drugiej momentami nie wiadomo, na ile poważnie traktować niektóre wydarzenia. Yann Martel kilkakrotnie zadziwił mnie tym, jaki torem potrafiły płynąć jego myśli i być może właśnie ze względu na oryginalność bohaterów, fabuły i nawiązań jego książka trochę mnie gryzie, ale bardziej chyba jednak fascynuje.

Czytaj dalej

Camilla Läckberg – Kamieniarz


Camilla Läckberg, Kamieniarz [Stenhuggaren], tłum. Inga Sawicka, Czarna Owca, 2012, 533 strony.
Saga o Fjällbace, tom 3.

W niewielkim miasteczku Fjällbacka raczej kradnie się rowery niż zabija, ale już w poprzednich tomach serii autorstwa Camilli Läckberg stało się jasnej, że zło nic sobie nie robi z tego, że mieszkańcy nie są przyzwyczajeni do mrożących krew w żyłach zbrodni. Tym razem policja będzie się musiała zmierzyć ze śmiercią dziecka – kilkuletniej dziewczynki, która najpierw została utopiona w wannie, a później martwa wrzucona do morza, by wyglądało to na nieszczęśliwy wypadek. Śladów jest niewiele i nikt nic nie widział, ale wytykania oskarżającym palcem nie zabraknie.

Czytaj dalej

Haruki Murakami – Sputnik Sweetheart


Haruki Murakami, Sputnik Sweetheart [Supūtoniku no koibito], tłum. Aldona Możdżyńska, MUZA, 2013, 263 strony.

Miałam takie przyjemne uczucie po zamknięciu książki „Sputnik Sweetheart”, że oto zbliżyłam się do takich emocji, jakie Haruki Murakami zapewnił mi przy jednej z moich ulubionych książek jego autorstwa – „Kafce nad morzem”. A cieszy mnie to tym bardziej, że ostatnie spotkanie z japońskim pisarzem (zbiór opowiadań „Wszystkie boże dzieci tańczą”) nie należało do najbardziej udanych.

Sumire ma dwadzieścia dwa lata i chce być pisarką. Jest pewna, że pragnie tego bardziej niż czegokolwiek innego na świecie, a chociaż głowę ma pełną historii, to w niemal nieustannym pisaniu ciągle czegoś brakuje. Jej nieco chaotyczna codzienność nagle się zmienia, gdy poznaje o kilkanaście lat starszą Miu. Wreszcie czuje co to znaczy kochać i pragnąć jeszcze mocniej, niemal do utraty tchu. Wybranka jej serca ma jednak męża i kilka głęboko skrywanych demonów przeszłości.

Czytaj dalej

Sara Larsson – Pierwsze kłamstwo


Sara Larsson, Pierwsze kłamstwo [Den första lögnen], tłum. Anna Krochmal, Robert Kędzierski, Czarna Owca, 2016, 455 stron.

Pewnie gdybym przeczytała mniej thrillerów i miała wobec tych, po które teraz sięgam mniejsze oczekiwania, to „Pierwsze kłamstwo” podobałoby mi się zdecydowanie bardziej. Nie chciałam jednak traktować  z tego powodu Sary Larsson przesadnie pobłażliwie i przymykać oczu na fakt, że stworzona przez nią powieść raczej nie zapadnie mi w pamięć na dłużej i nie zrobiła na mnie dużego wrażenia.

Nastoletnia Josefin przyjechała na kilka dni z przyjaciółką do Visby, żeby się dobrze bawić. Bez nadzoru rodziców, nie stroniąc od alkoholu i w towarzystwie trójki starszych znajomych chłopaków nieco puszczają hamulce. Problem w tym, że spędzona u nich noc wcale nie wydaje się rano tak ekscytująca. Gdzieś z obrzeży pamięci dziewczynę atakują obrazy zmuszania jej do rzeczy, na które wcale nie miała ochoty. W sądzie sprawa zbiorowego gwałtu nie przebiegnie tak, jak Josefin mogłaby oczekiwać – chłopcy zostaną uniewinnieni, a ona sama będzie przez wielu nazywana rozwiązłą dziwką, która na pewno sama tego chciała. Przecież Oskar naprawdę jej się podobał i jego zainteresowanie od początku jej schlebiało…

Czytaj dalej

Mikołaj Golachowski – Czochrałem antarktycznego słonia


Mikołaj Golachowski, Czochrałem antarktycznego słonia i inne opowieści o zwierzołkach, Marginesy, 2016, 510 stron.

Chyba już zawsze będę się uśmiechać na myśl o zwierzołkach z książki Mikołaja Golachowskiego. Nie tylko dlatego, że to określenie tak miło brzmi, ale przede wszystkim ze względu na miłość i pasję, która się za nim kryje. To największy atut tej publikacji, zaraz po próbie pokazania zakątków świata, które wielu z nas oglądać może tylko na pocztówkach.

Czytaj dalej

Stieg Larsson – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet


Stieg Larsson, Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet [Män som hatar kvinnor], tłum. Beata Walczak-Larsson, Czarna Owca, 2015,  634 strony.

Dwie myśli krążą mi po głowie, a obie dotyczą oczywiście powieści „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. To było bardzo dobre. To książka dla cierpliwych.

Mikael Blomkvist ma bardzo wyśrubowane zasady jeżeli chodzi o pracę dziennikarza, a moralność i etyka nie są dla niego w tym kontekście tylko czczym gadaniem. A jednak właśnie został skazany za zniesławienie - w procesie, w którym wcale się nie bronił. Szum wywołany całą sprawą ciągle trwa, gdy otrzymuje nietypowe zlecenie od bogatego przedsiębiorcy, który od kilkudziesięciu lat próbuje ustalić kto zabił jego siostrzenicę. Ciała nigdy nie znaleziono, ale wiele – przynajmniej w mniemaniu Henrika Vagnera - wskazuje na to, że to ktoś z rodziny dopuścił się zbrodni. Problem w tym, że krąg podejrzanych jest naprawdę duży, a Mikael wcale nie ma pewności czy nie zmarnuje roku na niewielkiej wyspie tylko po to, by karmić obsesję starszego pana.

Czytaj dalej

Knut Hamsun – Wiktoria


Knut Hamsun, Wiktoria [Victoria], tłum. Czesław Kędzierski, Książka i Wiedza, 1989, 144 strony.

On jest synem młynarza, ona pochodzi z dobrze sytuowanej i szanowanej rodziny. On ma głowę pełną marzeń i serce pełne miłości. Ona również kocha, ale wie, że dzieli ich zbyt wiele. Janek i Wiktoria – blisko siebie, a jednak ciągle za daleko. Typowa historia o miłości, żeby nie powiedzieć banalna, a jednak ma w sobie coś, co nie pozwala jej tak po prostu wrzucić między ckliwe romansidła.

Czytaj dalej

Agatha Christie – Morderstwo na polu golfowym


Agatha Christie, Morderstwo na polu golfowym [The Murder on the Links], tłum. Jan S,. Zaus, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2016, 221 stron.

Herkules Poirot zdecydowanie lubi wyzwania i gdy wśród mało zajmującej poczty znajduje list z prośbą o pomoc ani chwili się nie waha. Już w tym momencie zaczyna małe śledztwo, a będzie to tylko wstęp do zdecydowanie bardziej poważnej sprawy. Po dotarciu do posiadłości okaże się bowiem, że nadawca został zamordowany, a jego żona zakneblowana i związana, by nie mogła wezwać pomocy.

Podejrzewać od samego początku trzeba jak zawsze wszystkich – służbę, domniemaną kochankę ofiary, syna i jego matkę oczywiście też, a także tych, którzy chociażby na moment się w tej sprawie pojawią. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić i zawsze staram się nie przegapić żadnej poszlaki. Nie spieszę się, mimo że zazwyczaj korci mnie, żeby szybko dotrzeć do rozwiązania i dowiedzieć się kto jest winny. Wiem jednak, że to odebrałoby mi sporo przyjemności czytania oraz, jak to mawia wąsaty Belg, wysilania szarych komórek. Kombinuję, przyglądam się reakcjom przesłuchiwanych, wczuwam się w postać detektywa, ale sukcesu zdecydowanie nie mogę być pewna, bo autorka robi wszystko, żeby namieszać mi w głowie. W „Morderstwie na polu golfowym” zdecydowanie się jej to udało.

Czytaj dalej

Najlepsze książki 2016 roku

Wybór nie był prosty, ale bardzo chciałam wskazać najlepsze książki 2016 roku spośród tych, które miałam przyjemność czytać, bo to doskonała okazja do przypomnienia o wartych uwagi tytułach :).


Kolejność zupełnie przypadkowa.



Stephen King w wydaniu, które uwielbiam - małe miasteczko, mocno niepokojący klimat i mnóstwo emocji. Zaczyna się niespiesznie (co jest zresztą dla autora typowe), ale od książki dosłownie nie mogłam się oderwać.



Zakochałam się w tej powieści od pierwszego zdania. Klątwa i tajemnice sprzed lat. Cyrk pokazany jako miejsce pełne fascynujących osobowości. Ogromne znaczenie pewnej księgi. Dla mnie to magiczna historia!

Czytaj dalej

Matthew Quick – Prawie jak gwiazda rocka


Matthew Quick, Prawie jak gwiazda rocka [Sorta Like a Rock Star], tłum. Maria Borzobohata-Sawicka, Otwarte, 2014, 380 stron.

Pamiętam, że przy ostatniej książce Matthew Quicka, którą miałam okazję czytać, czyli „Wybacz mi, Leonardzie” towarzyszyło mi uczucie, że wybrałam na nią trochę nieodpowiedni moment. Jak zawsze doceniłam prosty styl pisania i umiejętność kreowania ciekawych bohaterów, a i przesłanie po pewnych turbulencjach do mnie trafiło, ale pozostała mi po tamtej historii jakaś nuta przygnębienia. „Prawie jak gwiazda rocka” zastała mnie natomiast w takim momencie, że przeżywałam ją całą sobą i to niezależnie od tego, że w istocie jest nieskomplikowaną powieścią młodzieżową, która być może w innej chwili nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia.

Amber ma siedemnaście lat i głowę pełną pomysłów na to, jak zarażać innych swoim optymizmem. Z czwórką przyjaciół tworzy Federację Fantastycznych Fanatyków Franksa (to jeden z jej nauczycieli - prowadzi Klub Marketingowy) i stara się każdego z nich chronić przed docinkami dzieciaków w szkole; jeździ do jednego z kościołów, by uczyć Koreanki języka angielskiego, świetnie dogaduje się z tamtejszym księdzem, a poza tym jest fanką Jezusa i uważa, że ma on w sobie coś z gwiazdy rocka; w domu starców toczy bitwy Joan Sędziwą, za każdym razem doprowadzając do uśmiechu kobietę marudną, zrzędliwą i zwyczajnie złośliwą oraz dając nadzieję pozostałym mieszkańcom tego miejsca; poza tym spotyka się też z weteranem wojennym, z którym łączą ją w dużej mierze tworzone wierszyki w formie haiku. Uśmiechu, dobrego słowa i energii do działania zdecydowanie jej nie brakuje.

Czytaj dalej

Håkan Nesser – Jedenaście dni w Berlinie


Håkan Nesser, Jedenaście dni w Berlinie [Elva dagar i Berlin], tłum. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska, Czarna Owca, 2016, 327 stron.

Coraz bardziej lubię Håkana Nessera. „Jedenaście dni w Berlinie” to dopiero druga książka szwedzkiego autora, którą miałam okazję czytać, ale już wiem, że świetnie odnajduję się w jego stylu. Mam wrażenie, że odkrywam go trochę od nietypowej strony, bo bardziej znany jest w stricte kryminalnej odsłonie, a „Żywi i umarli w Winsford” jest raczej powieścią psychologiczną, natomiast jego najnowsza książka to z kolei, w moim odczuciu, połączenie powieści obyczajowej z realizmem magicznym.

Arne Murberg nie jest pewny co czuje po śmierci swojego ojca - taka niepewność nie jest jednak w jego życiu niczym szczególnym. To facet po trzydziestce, ale - w wyniku niefortunnego skoku do wody sprzed lat - jest nieco ograniczony w pojmowaniu bardziej skomplikowanych rzeczy. Za jego plecami pewnie niejedna osoba nazwałaby go po prostu głupim, ale sprawa ma się raczej tak, że w głowie mieści mu się mniej rzeczy i trudniej mu je ze sobą łączyć. Gdy dowiaduje się, że jego matka wcale nie umarła i ma ją zgodnie z ostatnią wolą zmarłego odnaleźć, nawet się nie zastanawia. Te poszukiwania pokażą, że jak już postawi sobie jakiś cel, to nie spocznie, dopóki go nie osiągnie.

Czytaj dalej

Polub K-czyta na Facebooku

Obserwatorzy